Zakazane owoce.

Bo Słowo Boże jest żywe i skuteczne,
ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny,
przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku.

List do Hebrajczyków 4;12

Dlaczego istnieję?. Te pytania nurtowały mnie i często zastanawiałem się nad sensem mego życia. Dzieciństwo oraz wiek nastoletni upłynęły dosyć beztrosko. Wychowałem się w Białogardzie w normalnej rodzinie (z mamą, tatą i bratem), która miała dni lepsze i gorsze. Można ogólnie powiedzieć, że żyło nam się dobrze. Miałem kochających rodziców, z bratem też byliśmy bardzo zżyci, więc nie miałem specjalnych powodów by iść „złą drogą”.

W czasie gdy byłem nastolatkiem nie interesowałem się zbytnio szkołą. Poddając się lenistwu i złym pragnieniom wkrótce zacząłem zbierać owoce swojego postępowania. Byłem bardzo ciekawy tzw. „zakazanych owoców”, będąc także człowiekiem skrytym i zakompleksionym zacząłem znajdować ucieczkę w alkoholu i narkotykach. Miałem także grupę przyjaciół z którymi założyłem zespół muzyczny. Był to czas fascynacji gitarzystami, zespołami, gwiazdami muzyki rockowej. Cały ten klimat przesiąknięty był wszelkimi dostępnymi używkami, bez jakichś zahamowań moralnych. Gdy przeszedłem na twarde narkotyki proces śmierci mojej relacji z rodziną, przyjaciółmi, którzy żyli na trzeźwo, mojej osobowości i uczuć zaczął przyśpieszać. Będąc w zawodówce zaczynałem od kleju i piwa, byłem zbuntowanym punkiem i luzakiem nie uznającym żadnych autorytetów.

Gdy próbowałem spojrzeć „przed siebie”,
nie mogłem znaleźć żadnej nadziei.

Miałem 18 lat gdy sięgnąłem po polską heroinę stałem się ćpunem. Oczywiście na początku wyglądało to niewinnie, jednak po paru latach nie miałem już złudzeń. Zdawałem sobie sprawę, że nie ja kontroluję narkotyki lecz one kontrolują mnie. Grzech, chodź ma różne formy to zawsze niszczy i okrada. Umarły moje marzenia, uczucia wygasły, przyjaźnie dawno minęły, relacje z rodziną też się urwały, był tylko jeden cel. Zdobyć narkotyk bym mógł w ogóle funkcjonować. Teraz wszelkie relacje oparte były na wspólnym interesie. Mój tato robił co mógł by mnie wyrwać, jednak związanie uzależnieniem było silniejsze. Wtedy nie zdawałem sobie sprawy jak bardzo cierpiał. Żeby za wiele już się nie rozwodzić nad tzw. „starym życiem” wspomnę jeszcze o pewnej chwili, gdy siedziałem w domu i zastanawiałem się nad swoją przyszłością. Takie chwile refleksji czasami się zdarzały. Gdy próbowałem spojrzeć „przed siebie”, nie mogłem znaleźć żadnej nadziei. Czegoś czego mógł bym się uchwycić. Wyglądało to mniej więcej tak; bez pracy, bez żadnych perspektyw, chociaż prawdę mówiąc były pewne możliwości; więzienie, albo tułanie się po melinach i dworcach, albo śmierć, bardzo ciekawa i zachęcająca przyszłość. Nawet gdy czasem udawało mi się wyjść z tzw. „krechy” (stan głodu fizycznego po odstawieniu narkotyków) aby spróbować żyć na trzeźwo, to po pewnym czasie nie potrafiłem znieść tej wewnętrznej pustki, która mnie ogarniała. Z psychologicznego punktu widzenia być może byłaby postawiona diagnoza depresji, gdybym poszedł do lekarza to dostałbym jakieś tabletki ale oprócz uzależnienia mojego ciała i psychiki chora jeszcze była moja dusza. Nawet gdy będąc trzeźwym postarałem się o pracę, utrzymywałem jakieś relacje towarzyskie, a nawet spotykałem się z dziewczyną, to i tak po pewnym czasie zniechęcony, może znudzony normalnym życiem wracałem do nałogu.

Będąc niewolnikiem heroiny i amfetaminy byłem bardziej podobny do zlęknionego kurczaka niż do człowieka o silnym charakterze, który by się przeciwstawił uzależnieniu. Nie pamiętam w jakich okolicznościach ktoś dał mi egzemplarz Nowego Testamentu, który pięć lat przeleżał u mnie w szafce za szybą. Wcześniej ani razu po niego nie sięgnąłem. Gdy zacząłem czytać, na początku treść była dla mnie jakimś religijnym przekazem, którego w ogóle nie rozumiałem. Będąc przyzwyczajonym do ogólnie przyjętej tradycyjnej formy religii nie zdawałem sobie sprawy, że Bóg chce osobiście mówić do człowieka i mieć z nim bliską więź. Mimo braku zrozumienia co wieczór brałem Nowy Testament i czytałem nie mając pojęcia o co w tym wszystkim chodzi. Po około dwóch tygodniach zaczęły się dziać dziwne rzeczy.

…nie zdawałem sobie sprawy,
że Bóg chce osobiście mówić do człowieka i mieć z nim bliską więź.

Po pierwsze czytając zacząłem zauważać, że pokazuje i obnaża mój charakter. Musiałem przyznać, taki właśnie jestem. Mimo tego, że zacząłem coraz wyraźniej widzieć swoją grzeszność, to jednak nie odczuwałem potępienia. Można powiedzieć, że było to zrozumienie objawionej prawdy, tzn. faktyczny stan mojej duszy, mojego serca. Trudno mi to opisać, lecz Bóg mówi w swoim Słowie, że jego Duch Święty przekonuje o grzechu, sprawiedliwości i sądzie, a nie potępia. (Ew. Jana 16:8) Drugim dziwnym zjawiskiem było to, że im więcej czytałem, to tym bardziej przeszkadzało mi moje złe postępowanie, także postępowanie innych osób. Na przykład: zaczęło mi przeszkadzać wulgarne słownictwo, zaczęły odpychać filmy pokazujące brutalne i nieczyste sceny.

Gdy pewnego razu upiłem się, to po powrocie do domu czułem tak wielki wstyd i poczucie winy, że zacząłem płakać. Wcześniej nawet powieka mi nie zadrżała, gdy robiłem rzeczy, o których nie warto wspominać. Gdy w mieście pewien znajomy zaproponował mi opakowanie zastrzyków z morfiną to odmówiłem mu, a po paru krokach zastanawiałem się, co się ze mną dzieje. Wcześniej taka propozycja byłaby dla mnie najlepszym prezentem. Jak to często bywało znajomi przychodzili do mnie z towarem (narkotykami), zacząłem więc mówić, że nie mam pieniędzy. Gdy odmawiałem odczuwałem wewnętrzny spokój, radość i satysfakcje ze zwycięstwa. Dla porównania, gdy kiedyś się spiąłem i odmówiłem, to jeszcze przez kilka minut drżały mi ręce, a w następnym dniu już się poddałem. Teraz było zupełnie inaczej.

…wspominając oczywiście,
że zaczęło się od modlitwy i czytania Słowa Bożego.

Nigdy wcześniej nie słyszałem, by Bóg realnie działał w życiu człowieka, dlatego te wszystkie wydarzenia były dla mnie dość szokujące i zaskakujące, a był to dopiero początek. Doświadczając tych wszystkich wydarzeń zacząłem dzielić się o tym ze swoimi znajomymi wspominając oczywiście, że zaczęło się od modlitwy i czytania Słowa Bożego. Reakcje słuchaczy były raczej podobne. Zazwyczaj mówili z politowaniem „ty Andrzej przestań lepiej brać już te kwasy (narkotyki halucynogenne) i weź się za siebie”. Niektórzy myśleli, że chyba zwariowałem i w zasadzie wcale się im nie dziwię, prawdopodobnie też bym tak reagował. Czułem się z tym wszystkim osamotniony, ponieważ działy się nadzwyczajne rzeczy, których nie rozumiałem i potrzebowałem z kimś o tym pogadać, z kimś kto by wiedział o co chodzi. Zacząłem więc prosić Boga bym mógł spotkać taką osobę. Po około dwóch tygodniach spotkałem mojego znajomego z osiedla, Marka z którym także brałem narkotyki. Był jakiś inny, uśmiechnięty i zadowolony, a gdy powiedział, że był w ośrodku chrześcijańskim w Broczynie, to pomimo moich wszystkich wcześniejszych doświadczeń pomyślałem, że jest kosmitą i wrócił właśnie z Marsa. Takie to było dla mnie zaskakujące i dziwne. Jednak Marek był odpowiedzią na moje wołanie.

Później spotkaliśmy się jeszcze parę razy i mogłem porozmawiać z nim o Bogu jako o kimś realnym i działającym. Potwierdził moje przypuszczenia, że Bóg mnie wysłuchał i daje mi swą pomoc by mnie ratować. Parę dni później nastąpił decydujący krok w moim życiu, który zmieni je o 180 stopni. Mianowicie mój nawrócony kolega powiedział mi, że jeśli chcę jeszcze z kimś pogadać o Bogu to jest przy ulicy Wileńskiej Kościół Zielonoświątkowy i tam mógłbym porozmawiać. Będąc nieśmiałym takie odwiedziny były dla mnie wielkim wyrzeczeniem, jednak odczuwałem, że powinienem tam pójść. Gdy doszło do spotkania opowiedziałem pokrótce moją historię spodziewając się, że za chwilę usłyszę jakieś biblijne opowieści. Jednak usłyszałem tylko parę słów „ty potrzebujesz Chrystusa”. Jan zapytał jeszcze czy chcę przyjąć Go, i czy wierzę że umarł za mnie i zmartwychwstał. Mówi się, że przed śmiercią widzi się w jednej chwili całe swoje życie. Siedząc tam w pokoju z pastorem przemknęły mi w myślach różne wydarzenia i pojawiła się pewna refleksja, że doprowadziłem swoje życie do ruiny. Już się nie zastanawiałem co odpowiedzieć – tak chcę!, powiedziałem. To tylko dwa krótkie wyrażenia, ale w tym kontekście miały one ogromne znaczenie. Choć tak naprawdę jeszcze nie rozumiałem jakie. Wtedy właśnie poprosiłem Jezusa Chrystusa by wybaczył mi moje grzechy i został moim Panem.

Jednak usłyszałem
tylko parę słów „ty potrzebujesz Chrystusa”.

Muszę przyznać, że spodziewałem się jakichś specjalnych efektów, jakiejś światłości, może głosu z nieba, czy czegoś w tym rodzaju. Ale nic takiego nie nastąpiło. Po moim – amen – rozstaliśmy się uśmiechnięci i poszedłem do domu. Mogło by się wydawać nic nadzwyczajnego, jednak w czasie powrotu do domu zauważyłem, że jest mi jakoś lekko na duszy i czym dalej szedłem, tym bardziej uświadamiałem sobie wagę mej decyzji. W domu zrozumiałem, że wszystkie grzechy zostały mi przebaczone, cały ten ciężar do, którego tak się przyzwyczaiłem został ze mnie zdjęty. Stopniowo obraz dzieła zbawienia, stawał się coraz bardziej wyraźny. Gdy zrozumiałem, że Jezus umierał na krzyżu za moje grzechy i przelewał swoją krew zacząłem na kolanach, płacząc przepraszać Go za wszystkie nieprawości, których się dopuściłem. Zostałem uświadomiony jak wielką cenę Chrystus zapłacił za moje grzechy. Od tego czasu zacząłem chodzić do na spotkania i nabożeństwa oraz dzielić się z innymi ewangelią.

Zafascynowany Bogiem chodziłem jakby z „głową w chmurach”. Trawa stała się jeszcze bardziej zielona, wszystko było jakby wyraźniejsze i piękniejsze, także zmiany w moim sercu. Gdy pewnego razu spotkałem kolegę, wobec którego wcześniej planowałem zemstę to poczułem współczucie i pragnienie by mu pomóc. Chociaż kiedyś mnie okradł to już nie chciałem zemsty. Po prostu mu przebaczyłem. Nie poznawałem samego siebie, ja taki nie byłem. To był Chrystus we mnie. Przyznam, że na początku wstydziłem się mojej nowej tożsamości przed kolegami, obawiałem się ich reakcji. Jednak gdy zdałem sobie sprawę, że wstydzę się Tego, który za mnie umarł i poświęcił całe swoje życie, to zacząłem pokutować. Wyznając wszystko Bogu prosiłem o przebaczenie i odwagę, gdyż brakowało mi jej. Pan Bóg wysłuchał mojej prośby. On jest dobry i wie jacy jesteśmy. Gdy kolejny raz ktoś przyniósł mi towar do domu, to już nie mówiłem, że nie mam pieniędzy, lecz wyznałem Jezusa swoim Panem. Reakcja była porażająca, jednak nie dla mnie, lecz dla tej osoby. Gdy usłyszał to wyznanie zaniemówił i odszedł. Od tamtej pory przestali mi przynosić i proponować narkotyki.

Jezus uwolnił mnie od wszelkich uzależnień.

Jezus uwolnił mnie od wszelkich uzależnień. Człowiek, który jest uzależniony, zniewolony jest przede wszystkim w swojej psychice. Fizycznie można się uwolnić jadąc na detoks lub załatwiając sobie odpowiednie leki, jednak pozostaje uzależnienie psychiczne. Pan Bóg w sobie znany sposób dał mi łaskę bym nie musiał się zmagać z pragnieniami i tęsknotą do używek. Zostałem także uwolniony od strasznych koszmarów. Często budziłem się z krzykiem bojąc się dalej spać, gdyż sny te podobne były do krwawych horrorów. Skończyły się one od tego wieczoru, gdy przyjąłem Jezusa Chrystusa jako Pana. Gdy jeszcze przed nawróceniem trafiłem do szpitala z powodu przedawkowania doświadczyłem śmierci klinicznej. Przez jakiś czas nie miałem ani pulsu, ani bicia serca. Pewien lekarz powiedział wtedy mojemu tacie, że jeśli nadal będę brał narkotyki to moja wątroba wytrzyma góra dwa, trzy lata. Teraz nie boję się śmierci, bo i nie muszę, wieczność w niebie to wspaniała zachęta do życia na ziemi. Dzięki Jemu mogę patrzeć na życie, na siebie samego i na cały świat z całkiem innej perspektywy. Mogę grać, mogę głosić ewangelię, a przede wszystkim mogę polegać na Chrystusie i być z Nim.

Duchowa natura człowieka znajduje swoje zaspokojenie albo w społeczności z Bogiem, albo w fałszywej religijności. Trzeba mieć naprawdę “wielką wiarę”, żeby zostać ateistą, ponieważ to wymaga wiary w nieistnienie Boga.

Historia Andrzeja Mąki pochodzi z książki “Szczęściarz urodzony w PRL-u”
---------

Zamów nieodpłatny egzemplarz Ewangelii Jana.

Bóg szuka Ciebie – chcesz go odnaleźć?

Zachęcamy do udziału w Studium Biblijnym by sprawdzić jak się rzeczy mają.

Nie marnuj czasu i spotkaj się, by porozmawiać o swojej relacji z żywym Panem Jezusem Chrystusem.

Zapraszamy do rozmowy na naszym Czacie - prawy dolny róg strony

Wesprzyj naszą służbę, jeśli chcesz przyłączyć się do głoszenia ewangelii i propagowania chrześcijańskiego stylu życia.


Serwis internetowy www.ewangelia.pl wykorzystuje pliki cookies, które umożliwiają i ułatwiają Ci korzystanie z jego zasobów. Korzystając z serwisu wyrażasz jednocześnie zgodę na wykorzystanie plików cookies.