Kolejne więzienie lub piach.

I wynagrodzę wam szkody lat…

Prorok Joel 2;25a

Urodziłem się w Słubicach w 1977 roku. W roku w którym; 16 sierpnia zmarł  Elvis Presley, amerykański piosenkarz (ur. 1935), w wypadku samochodowym zginął założyciel zespołu T. Rex, brytyjski wokalista i kompozytor Marc Bolan, powstał zespół Dire Straits – nakręcono film “Gorączka sobotniej nocy” (oryg. Saturday Night Fever) gł. rola John Travolta, ścieżka dźwiękowa m.in. Bee Gees. Urodziłem się w rodzinie, gdzie nie było miłości. Zamiast niej patologia z powodu nadużywania alkoholu przez mojego ojca. Nie pamiętam, aby mnie przytulał czy też bawił się z synkiem, jak to czynili inni ojcowie. Mama natomiast była nadopiekuńcza i często mnie zawstydzała przy rówieśnikach. Rodzice rozwiedli się, gdy miałem sześć lat. Ja mieszkałem z mamą w jednym pokoju, a ojciec z nową żoną w drugim. Ojciec z matką obrzucali się wulgaryzmami. Czasami dochodziło między nimi do rękoczynów, co często kończyło się interwencją policjantów. Byłem wyśmiewany na podwórku i w szkole. Z tego też powodu byłem dzieckiem wycofującym się i coraz bardziej zamykającym się w sobie, co spowodowało ucieczkę w świat fantazji i oglądania komiksów.

Zostałem złapany w sklepie na kradzieży cukierków. Przybyli do sklepu policjanci założyli mi kajdanki chcąc mnie przestraszyć, abym więcej tego nie robił. Jako siedmiolatek pierwszy raz upiłem się alkoholem. Od kiedy pamiętam ulica zawsze była moim domem i tam chyba czułem się najbezpieczniej i najpewniej. O normalnym dzieciństwie, domu i kochających rodzicach mogłem tylko pomarzyć. Moi rodzice, odkąd pamiętam, ciągle się kłócili, często pili, a potem się bili, więc wolałem siedzieć na podwórku nawet do późnych godzin wieczornych. Pamiętam sytuację kiedy bawiłem się z rówieśnikami na podwórku i nagle zaczęła się kłótnia w moim domu. Była tak głośnia i agresywna, że wszyscy będący na podwórzu ją słyszeli. Pewnego razu przyszli po mnie kolesie z innego osiedla. Śmiali się, że piętro niżej leży i śpi jakiś pijany gość, cały oblany moczem. To był mój ojciec. Od tamtego czasu wstydziłem się tego, co działo się w moim domu. Czasem jakiś kolega z podwórka zaprosił mnie do siebie i mogłem zakosztować trochę normalności. Niestety mój dom wyglądał całkiem inaczej. Podwórko, klatki schodowe i piwnice to były miejsca, w których lubiłem przebywać. Tam było cicho, mogłem się bawić, być sobą.

Od tamtego czasu wstydziłem się tego, co działo się w moim domu…

Jako nastolatek poznałem kilku chłopaków, którzy mieli podobną sytuację w domach i nikt też zbytnio się nimi nie interesował. Ja miałem już za sobą pierwsze kontakty z milicją i alkoholem, oni natomiast już dosyć często popijali. Na takiej właśnie popijawie poznaliśmy się i nasze losy złączyły się na wiele lat. To z nimi zaczęły się moje pierwsze kradzieże i włamania, które z początku robiliśmy tak dla jaj, ale z czasem zaczęło się to robić coraz poważniejsze. Osobiście coraz lepiej się w tym czułem. Moje poczucie wartości rosło. Byłem kimś kto umiał wypić, narozrabiać i nie bał się kraść. W domu nic się nie zmieniało. Było jak zawsze: wódka, kłótnie, wyzwiska i nienawiść. Mnie przybyło już nieco lat, poczułem się odważniejszy, przestałem więc słuchać rodziców. Byłem na nich wściekły za to, że nie miałem normalnego domu, dzieciństwa, że musiałem wielokrotnie się za nich wstydzić i ukrywać, gdzie mieszkam. Byłem wkurzony, że nie mogłem zaprosić kolegów do swojego pokoju, którego nie miałem, że nie mogłem mieć dziewczyny jak moi rówieśnicy. Byłem sparaliżowany złością, która ostatecznie zrodziła we mnie poczucie wstydu. Tylko wśród takich jak ja, dzieci ulicy, czułem się normalnie. Narastała we mnie nienawiść i agresja w stosunku do rodziców za to, że nie potrafię ich kochać, choćbym nawet chciał. Ulica, meliny, ławki w parku to był mój dom. To tam, na ulicy, poznałem ludzi, którzy wcześniej już byli w więzieniu, którzy pili i ćpali. Ich sposób życia stał się moim. Nawet nie wiem kiedy cały świat wokół mnie się zmienił. Moimi znajomymi byli już tylko złodzieje, narkomani i wszelkiego rodzaju przestępcy.

W wieku około czternastu lat pierwszy raz nie wróciłem na noc do domu, bo zostałem na pijackiej imprezie – słuchałem muzyki zespołu Depeche Mode i ubierałem się już jak wokalista tego zespołu – gubiłem swoją tożsamość. Na tej imprezie miałem pierwszy bliski kontakt z dziewczyną. Z chłopakami z podobnych domów piłem alkohol. Nie spieszyło nam się, by wracać do swoich czterech ścian, bo nikt tam na nas nie czekał. Zaczęliśmy jeździć na podryw dziewczyn. Ucząc się w Trzcielu trenowałem zapasy. Trenowałem do czasu gdy pobiliśmy chłopaka. Przeniesiono nas karnie do innej szkoły do Skwierzyny. Oczywiście żadnej szkoły poza podstawówką nie skończyłem, bo mnie wyrzucali, ale zbytnio mnie to nie obchodziło. Kto mi zaufał tego okradałem, a nawet pobiłem. W końcu prowadząc takie życie zacząłem mieć problemy z policją, sądami i kuratorami sądowymi.

Za murami nie ma resocjalizacji,
narkotyki są dostępne. Tam też zrobiłem sobie tatuaże.

W 1990 roku gdy otworzono granice z Niemcami, przechodziliśmy na drugą stronę i jako grupa zorganizowana kradliśmy co się tylko dało. Do domu przyjeżdżałem głównie po to, by się wykąpać i przespać. Ojciec mijał się ze mną w mieszkaniu bez słowa. Jeden wypad do Niemiec to kasa równa dwóm miesięcznym wypłatom ojca. Po takich akcjach gromadziliśmy się w jednym mieszkaniu 8-12 osób na piciu i ćpaniu. Zaraz po ukończeniu osiemnastego roku życia po raz pierwszy, właśnie za kradzieże w Niemczech, trafiłem tam do więzienia. Podczas odwiedzin moja mama bardzo płakała. Z Polski był wysłany za mną list gończy. Po wyjściu z niemieckiego więzienia wolnością cieszyłem się tylko siedem dni i zaraz trafiłem do polskiego. Za murami nie ma resocjalizacji, narkotyki są dostępne. Tam też zrobiłem sobie tatuaże. Z jednego byłem naprawdę dumny. To duży napis na lewym ramieniu Outlaw, czyli po polsku ‘człowiek wyjęty spod prawa’. Chciałem, żeby ten napis określał kim jestem! Byłem bandytą, złodziejem. Wybrałem taki sposób na życie i nie chciałem tego zmieniać. Nie byłem człowiekiem z nie wiadomo jakimi układami. Byłem raczej jak kot, który chodzi swoimi drogami. Nie narzekałem, lubiłem tę swoją niezależność. Po warunkowym wyjściu z więzienia musiałem iść do pracy, żeby kurator nie miał podstaw wnioskować o kolejne odwieszenie w okresie próby. Życie na ulicy pociągało, a starzy znajomi nie dawali zapomnieć o sobie. Po wyjściu podjąłem pracę na myjni z której zrobiłem melinę i gdzie handlowałem narkotykami.

Raz wyszedłem po dwóch latach i nastąpił czas, że chciałem żyć normalnie. Pracowałem na myjni samochodowej i tam poznawałem różnych, nawet ciekawych, ludzi. Czasami zamiast pracować razem paliliśmy haszysz albo wciągaliśmy kokainę, a szefowie niczego się nie domyślali. Ja natomiast z jednym kolesiem z firmy zaczęliśmy tam handlować heroiną. Szło nam nawet nieźle z handlem. Jednak już wtedy regularnie ćpałem heroinę i nieraz więcej wyćpałem niż sprzedałem. Efekt był taki, że tonąłem w długach tak mocno, że bałem się iść do pracy, bo moi dostawcy towaru, dla których pracowałem, za niespłacanie długów zaczęli mi grozić. Wiedziałem też, że policja mnie obserwowała, bo sprzedawaliśmy duże ilości narkotyków. Kilka razy nawet stali koło mojego miejsca pracy i obserwowali je. Pewnie chcieli mnie złapać na gorącym uczynku, ale mieliśmy już wypracowany system, który nigdy nie zawiódł. Tak oto z miejsca pracy zrobiliśmy melinę do handlu heroiną.

Byłem wycieńczony zarówno fizycznie jak i wieczną pogonią za pieniędzmi. Żeby zdobyć narkotyki musiałem ciągle kombinować. Ledwie trzymałem się na nogach. Mój dzień wyglądał mniej więcej tak: rano brałem działkę i szedłem do pracy. W pracy zamiast pracować brałem następną dawkę i zajmowałem się sprzedażą heroiny. Kiedy jej zabrakło robiłem wszystko, by ją zdobyć. Po pracy szedłem z kolesiami kraść. Jak się udało do późnej nocy ćpaliśmy. I tak było przez kilka miesięcy, aż w końcu mój organizm przestał funkcjonować i musiałem coś zrobić. Miałem za sobą już dwie zapaści po heroinie, które ledwo co przeżyłem. Oprócz tego brałem jeszcze mocne leki psychotropowe po których nie zawsze pamiętałem co robiłem. Bywało, że rano budziłem się z jakimiś portfelami, które na pewno gdzieś ukradłem.

…po latach stwierdzam, że najlepsze co mogło mnie spotkać to właśnie to, że poszedłem do więzienia…
Bo właśnie tam spotkałem Jezusa, który zmienił moje życie!

Dealerzy nie odpuszczali, więc uciekłem przed nimi na terapię odwykową. Pojechałem do ośrodka na terapię, ale tak naprawdę uciekłem przed dłużnikami i tym wykańczającym stylem życia. W ośrodku poznałem dziewczynę, która była na praktyce. Zakochaliśmy się w sobie. Wyjechałem stamtąd po pół roku w przeświadczeniu, że miłość wszystko przezwycięży i że mogę żyć inaczej. Tym bardziej, że moja ukochana zaszła w ciążę i miałem zostać ojcem. Wróciłem do swojego miasta na ,,stare śmieci” z mocnym przekonaniem, że uda mi się zacząć nowe życie mając swoją rodzinę. I faktycznie, z początku wszystko układało się fantastycznie. Byliśmy normalną rodziną, która pracowała, zajmowała się domem itp., ale krok po kroku wracałem do starych klimatów. Zaczęło się od spotkań ze starymi kumplami. Kilka piwek, jakiś skręt w sobotę i zanim się obejrzałem znów żyłem jak kiedyś. Któregoś dnia straciłem pracę i postanowiłem wziąć się za handel amfetaminą, żeby zarobić na życie. Wtedy zaczęło się piekło, które zgotowałem swojej rodzinie: ćpanie, narkomani, policja i cały ten syf, który niesie ze sobą takie życie. Handlując oczywiście znów zacząłem ćpać. Przestałem interesować się rodziną. Liczyło się tylko to, żeby sprzedać działkę, przyćpać, kupić nowy towar i tak w kółko.

Grzesiek, ty albo zgnijesz w więzieniu albo ktoś cię zabije.

Zacząłem mieć omamy i słaby kontakt z rzeczywistością, ale nawet to już nie mogło mnie zatrzymać – tonąłem i ciągnąłem za sobą moją rodzinę. Któregoś razu wyszedłem na balkon i przypomniałem sobie moment z przeszłości kiedy na nim stałem i obiecałem sobie, że nigdy nie zrobię ze swojego domu takiego piekła, jakie zgotował nam ojciec. Tymczasem doszedłem do wniosku, że urządziłem jeszcze większe piekło swojej rodzinie. To co się wtedy działo wstyd pisać. W 2005 roku policja zatrzymała mnie na ulicy pod zarzutem handlu narkotykami i ponownie wylądowałem w więzieniu. Zostałem sam, bo kobieta z którą żyłem już nie mogła znieść takiego życia. Spakowała siebie i dziecko i zostawiła mnie. Kolesie zniknęli. Czasami w więzieniu odwiedzała mnie mama, która powiedziała mi: – Grzesiek, ty albo zgnijesz w więzieniu albo ktoś cię zabije. Słowa te wywarły na mnie wielkie wrażenie. W celi miałem dużo czasu, aby rozmyślać o swoim życiu. Doszedłem do wniosku, że wszyscy, którzy mnie pokochali, zostali przeze mnie skrzywdzeni, oszukani, okradzeni. Chyba byłoby lepiej gdybym się nie urodził. Po wyjściu na wolność nikt na mnie nie czekał. Nie miałem nikogo dla kogo mógłbym żyć. Postanowiłem popełnić samobójstwo, bo uznałem, że to będzie najlepsze rozwiązanie dla mnie i dla świata. Poczułem pewien rodzaj ulgi. Wiedziałem, że to dobra decyzja, najlepsze wyjście – wreszcie przestanę męczyć siebie i wszystkich wokół. Zacząłem zastanawiać się jak to zrobić, żeby ktoś w celi nie miał przeze mnie problemów. I wtedy właśnie zostałem przeniesiony do innej celi. Siedział tam jeden człowiek, który był agresywny. Wiedziałem, że będę miał z nim kłopoty. Faktycznie już trzeciego dnia o mało się nie pobiliśmy, gdy on nagle powiedział: – Pomódlmy się! To było tak niespodziewane, że od razu, sam nawet nie wiedząc czemu, zgodziłem się. Odmówiliśmy ,,Ojcze nasz..’” i cała agresja z nas uleciała!

Zacząłem wtedy wieczorami modlić się i pytać Boga moje życie wygląda właśnie tak. Przecież nigdy nie chciałem krzywdzić ludzi, ćpać i szlajać się po więzieniach. Gdzieś w głębi duszy zawsze chciałem żyć inaczej, być szczęśliwym, kochanym. Nie chciałem już tak nędznie żyć, a nie umiałem tego zmienić. W krótkim czasie przeniesiono mnie do więzienia dla recydywistów we Wronkach, gdzie miałem odsiedzieć resztę kary. Tam zacząłem chodzić na spotkania podczas których ludzie czytali Biblię. Sam do końca nie wiedziałem dlaczego tam chodziłem, ale potrzebowałem tego jak powietrza. Na tych spotkaniach widziałem ludzi, którzy mieli duże wyroki do odsiedzenia, a zachowywali się tak, jakby byli na wolności, jakby mury i odsiadka ich nie ograniczały. Tam dostałem Nowy Testament, który zacząłem czytać i dzięki któremu zacząłem poznawać Boga. W sumie to zawsze wierzyłem, że jakiś Bóg istnieje, ale specjalnie się w to nigdy nie zagłębiałem. W więzieniu zacząłem poznawać Boga jakiego nie znałem. Na tych spotkaniach biblijnych chłopaki opowiadali co przeżywają z Jezusem, jak go doświadczają na co dzień. Czytaliśmy fragmenty Biblii i rozważaliśmy je, dzięki czemu lepiej mogłem ją zrozumieć. Po jakimś czasie zauważyłem, że wraca mi ochota do życia. Myślałem, że to jeszcze nie koniec mojej historii i wszystko się jakoś ułoży, jeśli tylko pójdę za Jezusem i zostawię za sobą wszystko, co złe.

Wiedziałem, że wygram, bo Bóg jest w tym ze mną.

Próbowałem w życiu wielu rzeczy, żeby zmienić swoje życie, ale w końcu i tak wracałem do bagna, w którym żyłem. Tym razem miałem nadzieję w Jezusie! To w więzieniu poznałem jaki jest naprawdę: że nie osądza, nie oskarża i nie czeka, aż sami się zmienimy. Przychodzi do nas ze swoją miłością i chce nam pomóc uwolnić się z sideł grzechu, abyśmy godnie żyli. Najbardziej przemawiały do mnie historie zapisane w Nowym Testamencie o tym jak Jezus był wśród grzeszników, cudzołożników, prostytutek i nie odrzucał ich. Miał dla nich wiele miłości i wyrozumiałości, ale był stanowczy w tym, aby porzucili swoje grzeszne życie. To było niesamowite. Pojawiał się wszędzie tam gdzie człowiek stracił nadzieję i przynosił ją wraz z miłością. Pomyślałem, że taki właśnie jestem: grzesznik bez nadziei, którego skreślił cały świat, a nawet ja sam. Chciałem zmienić swoje życie, ale nie wiedziałem jak. To właśnie w więzieniu postanowiłem pójść za Jezusem i powierzyć mu swoje życie, które i tak było niewiele warte. Byłem wrakiem człowieka, bez perspektyw i szans na normalne życie. Wtedy uświadomiłem sobie, że tylko On może mi pomóc, bo wszystkie inne sposoby zawiodły.

W 2008 roku wyszedłem z więzienia. Nie był to dla mnie najlepszy czas, bo choć wciąż chciałem iść za Jezusem to jakoś w ogóle nie mogłem się odnaleźć. Znów zacząłem pić i robić głupie rzeczy. Piłem tak mocno, że myślałem, że umrę. Miałem padaczki alkoholowe. Mój organizm nie tolerował już nawet pokarmów tylko wódkę. Prawie zapiłem się na śmierć. Bóg w swojej miłości postawił na mojej drodze pastora, który wcześniej przychodził do mnie do więzienia. To on pomógł mi i wywiózł na terapię do chrześcijańskiego ośrodka gdzie miałem szansę „pozbierać się do kupy”. To był ciężki i niełatwy dla mnie okres, bo musiałem uczyć się żyć od nowa. Często było mi bardzo ciężko i nie stawałem na wysokości zadania, ale dzień po dniu było coraz lepiej. Spędzałem dużo czasu na modlitwie i studium Nowego Testamentu. Naprawdę chciałem żyć inaczej i nie wrócić już na ulicę, bo wiedziałem, że Jezus chce, abym zostawił swoje grzechy i poszedł za Nim. Nie było innej drogi. Walczyłem nie tylko o swoje życie tu na ziemi, ale przede wszystkim o duszę i życie wieczne. Wiedziałem, że wygram, bo Bóg jest w tym ze mną.

Naprawdę chciałem żyć inaczej i nie wrócić już na ulicę…

Któregoś dnia w ośrodku Bóg pokazał mi wyraźnie zdanie pochodzące z Księgi Joela „I wynagrodzę ci szkody lat”. Wtedy zrozumiałem, że jestem wolny od wszystkich zniewoleń. Od tamtej pory nie piję, nie palę i nie ćpam. Jestem człowiekiem wolnym od wszelkich uzależnień. Jezus zerwał ze mnie kajdany wszystkich zniewoleń, które niszczyły mnie i moje życie. To wtedy postanowiłem nie tylko czytać Słowo Boże, ale też stosować je do swojego życia. Biblia mówi ,,nie kradnij” to nie kradnij i już. Nie ma wymówek i tłumaczeń. Jezus mówił, że kto chce pójść za Nim ma się wyrzec samego siebie i naśladować Go co dnia całym swoim sercem, z całej siły i woli swojej. Nie ma mowy o tym, żeby iść za nim trochę, albo kiedy mam na to ochotę i czas, o nie! Wcześniej chciałem iść za moim Zbawicielem, ale pociągały mnie jeszcze sprawy którymi żyje dzisiejszy świat. Niestety pogubiłem się i źle na tym wyszedłem.

Każdy dzień w ośrodku zaczynałem i kończyłem modlitwą i wołaniem do Jezusa, żeby mi pomógł i prowadził moje życie. To był niesamowity okres w moim życiu, bo czułem namacalnie, że Bóg jest ze mną i pomoże mi, w tym abym już więcej nie zbłądził. Ośrodek w którym jeszcze byłem był zaangażowany w pomoc okolicznym wioskom rozwożąc żywność do najuboższych mieszkańców. Zawsze starałem się uczestniczyć w tej akcji, a wieczorami modliłem się: – Boże dziś użyłeś mnie, abym roznosił jedzenie, ale proszę w przyszłości używaj mnie całego, aby moje życie było całkowicie oddane tylko Tobie.
Po skończonej terapii zamieszkałem w Poznaniu, gdzie uczyłem się żyć na nowo. Był to wspaniały okres cieszenia się wolnością i nowym życiem. Wiedziałem, że Bóg jest ze mną we wszystkim co robię. Dostałem pracę, miałem mieszkanie i sam uczciwie się utrzymywałem. Było to dla mnie niezwykłe. Ja, który nigdy dłużej nie utrzymałem żadnej pracy, nie umiałem gospodarować pieniędzmi, żyłem uczciwie tak, jak to sobie czasami wyobrażałem. Uczyłem się wszystkiego od nowa, ale teraz nie moje przekonania i zasady z ulicy, ale Słowo Boże było moim drogowskazem. Nigdy nie zapomniałem kto tak naprawdę mi pomagał w tym wszystkim. To mój JEZUS – ten, który przyszedł do mnie do więzienia, kiedy chciałem popełnić samobójstwo i pomógł mi we wszystkim. Uratował mnie przed samym sobą, uwolnił z nałogów i zbawił z grzechów. Dał mi nowe życie i uczy do dziś jak żyć.

Nie muszę nikomu nic udowadniać ani udawać kogoś kim nie jestem. Jestem zbawiony z wszystkich moich grzechów i mogę cieszyć się życiem o którym zawsze marzyłem.

Po pięciu latach od wyjścia z więzienia mogłem zacząć starać się o ,,wymazanie” mojej karalności, więc napisałem pismo do sądu w tej sprawie. Sąd po zrobieniu wywiadu środowiskowego uznał, że jestem już innym człowiekiem i wykasował całą moją listę karalności. Od tamtego dnia jestem osobą, która ma skasowaną całą przestępczą przeszłość! Było to dla mnie niesamowite przeżycie, którym cieszę się do tej pory. Tak samo jak Bóg wybaczył mi dzięki Jezusowi wszystkie moje grzechy i uwolnił mnie od nich dając nowe życie, tak samo sąd uwolnił mnie od mojej przeszłości, kasując moją całą kryminalną przeszłość. Dziś ciągle każdy dzień zaczynam od czytania Biblii i modlitwy, a potem staram się żyć najlepiej jak umiem.
Dużo osób skrzywdziłem w swoim życiu i wyrządziłem wiele zła. Jeśli jest możliwość to znajduję osobę, którą skrzywdziłem i staram się naprawić to, co zepsułem. Odwiedzam czasem moje rodzinne miasto, ale prawie nic już mnie tam nie trzyma. Z mamą mam poprawne relacje, a ojciec niestety zapił się na śmierć. Byłem u niego kilkukrotnie i prosiłem go, żeby przestał pić. Oferowałem mu pomoc i opowiadałem jak Jezus pomógł mi uwolnić się z nałogów. Niestety nie słuchał, aż w końcu któregoś dnia dostałem wiadomość, że nie żyje, a przyczyną śmierci był alkohol.

Prawie całe życie spędziłem na ulicy i dziś też tam jestem, ale już na innej pozycji. Bóg powołał mnie do służby wśród ludzi bezdomnych i uzależnionych, gdzie opowiadam tym, którzy stracili nadzieję, że można żyć inaczej, że jest nadzieja w JEZUSIE! Większość ludzi myśli, że Bóg jest odległy i daleki, ale to nie prawda. On chce pomóc każdemu, kto do Niego zawoła. Sam kiedyś myślałem, że Biblia jest nudna, ale kiedy pierwszy raz w życiu jeszcze w więzieniu przeczytałem Nowy Testament byłem pod ogromnym wrażeniem tego jak jest aktualna. To tak jakby dziś rano ktoś ją napisał. Tam każdy człowiek znajdzie wszystko odnośnie tego jak ma żyć i czym się w życiu kierować, jak unikać zła. Co najważniejsze, Biblia to najpewniejszy drogowskaz przez życie. Jezus dla wielu wydaje się odległy i mityczny, ale od kiedy oddałem Mu swoje życie i postanowiłem iść za Nim wiem, że On jest bardziej realny niż cokolwiek innego na tym świecie. Narkotyki, alkohol to tylko ułuda wolności. Pieniądze mogą zagłuszyć ból, ale nie uwolnią umęczonej grzesznej duszy. Wszystko to jest tylko podróbką wolności, a prawdziwą wolność daje Jezus. Pamiętam jak któregoś dnia w ośrodku zdanie Jezusa z Ewangelii Jana 8:32 wywołało we mnie wstrząs i zaczęło zmieniać moje życie. Jezus powiedział do ludzi: „…i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli.” To były orzeźwiające słowa, które pozwoliły mi skonfrontować standardy mojego życia ze standardami Bożej Prawdy. Prawda była taka, że byłem grzesznikiem i grzech zniszczył całe moje życie, zatruł duszę i prowadził mnie do śmierci. Nie mogłem zwalać na kogoś winy za moje czyny. To ja byłem tym, który niszczy swoje życie, to ja je burzyłem i taka była prawda. Mogłem winić tylko siebie i ta prawda zaczęła mnie wyzwalać. Nie mogłem obarczać winą nikogo oprócz siebie. Próbowałem wielu sposobów, żeby zmienić swoje życie, ale wszystkie zawiodły. Tylko dzięki Niemu dziś żyję. Czasami słyszałem jak ktoś mi mówił: – Chłopie, byłeś na tyle silny, że sam sobie poradziłeś. To nieprawda. Byłem tak bardzo słaby, że nie mogłem poradzić sobie ze swoim życiem, ale na szczęście On przyszedł i poukładał wszystko jak trzeba.

Dziś ciągle każdy dzień zaczynam od czytania Biblii i modlitwy, a potem staram się żyć najlepiej jak umiem.

Poznałem Monikę, wspaniałą kobietę, która zna moją przeszłość, a pomimo tego wspiera mnie, pokazuje mi właściwy kierunek i chce być ze mną. Dziś jestem szczęśliwym człowiekiem. Mam prawdziwych przyjaciół, pokój w sercu, kochaną żonę i córeczkę. To mój Zbawca – Jezus, zło z mojego życia zamienił na dobro. Dzięki Niemu dziś żyję i jestem wolny. Nie jestem trzeźwym alkoholikiem albo byłym narkomanem. Jestem wolny! A człowiek wolny ma wybór. Niewolnik nie ma takiego wyboru. Tę wolność dał mi Jezus bez którego teraz nie umiałbym już żyć. Kiedyś myślałem, że moje życie jest całkowicie bez sensu i jakbym umarł, to nic by się nie stało. Świat by się dalej kręcił, a o mnie nikt by nawet nie pamiętał. Dziś jest inaczej. Moje życie dzięki Jezusowi ma głęboki sens, a ja sam jestem szczęśliwy. Nie potrzebuję narkotyków, alkoholu, żeby się śmiać i cieszyć życiem. Nie muszę nikomu nic udowadniać ani udawać kogoś kim nie jestem. Jestem zbawiony z wszystkich moich grzechów i mogę cieszyć się życiem o którym zawsze marzyłem.
Któregoś dnia wstając z rana miałem w głowie jeden werset z 1 Listu do Tymoteusza 1:15. To było tak intensywne, że byłem pewien, że to sam Bóg chce coś mi przekazać. Otworzyłem Biblię i przeczytałem: – Prawdziwa to mowa i w całej pełni przyjęcia godna, że Chrystus Jezus przyszedł na świat zbawić grzeszników z których ja jestem pierwszy.

Wiem co to jest być głodnym, spać na klatce schodowej. Przebaczyłem wszystkim, którzy naśmiewali się ze mnie w dzieciństwie. Przebaczyłem rodzicom. Prosiłem o przebaczenie Martę, która ma swoją rodzinę, żyje w Anglii, ma kochającego męża i drugie dziecko. Moja córka Monika ma obecnie dwanaście lat i jest razem z matką. Zdobyłem zawód drwala, następnie zrobiłem uprawnienia na wózki widłowe. Podjąłem pracę w ochronie. Nikt zatrudniając mnie nie pytał o karalność, a przecież dziewięć razy byłem zamykany w różnych więzieniach. Najlepsze co mnie w życiu spotkało to fakt, że poszedłem do więzienia gdzie chciałem umrzeć. Ludzie pytają z uśmiechem: – Czemu mówisz, że cieszysz się, że poszedłeś siedzieć?

Kiedy w 2005 roku trafiłem do więzienia, moje życie nie miało sensu i znaczenia, kiedy zamknęły się za mną drzwi celi myślałem, że najgorsze co mogło mnie spotkać to właśnie powrót za kraty, ale dziś po wielu latach stwierdzam, że najlepsze co mogło mnie spotkać to właśnie to, że poszedłem do więzienia. Dlaczego? Bo właśnie tam spotkałem Jezusa, który zmienił moje życie! Jezus Chrystus nadał sens i cel mojemu życiu, dał mi wspaniałą rodzinę, mam dom, żonę i trójkę wspaniałych córeczek; Julkę, Hanie i Lenkę. Gdyby Bóg nie zatrzymał mojego zgubnego stylu życia i nie zamknąłby mnie za kratkami to dziś na pewno bym nie żył i nie miałbym tego co mam.

Grzegorz Gzik
---------

Zamów nieodpłatny egzemplarz Ewangelii Jana.

Bóg szuka Ciebie – chcesz go odnaleźć?

Zachęcamy do udziału w Studium Biblijnym by sprawdzić jak się rzeczy mają.

Nie marnuj czasu i spotkaj się, by porozmawiać o swojej relacji z żywym Panem Jezusem Chrystusem.

Zapraszamy do rozmowy na naszym Czacie - prawy dolny róg strony

Wesprzyj naszą służbę, jeśli chcesz przyłączyć się do głoszenia ewangelii i propagowania chrześcijańskiego stylu życia.


Serwis internetowy www.ewangelia.pl wykorzystuje pliki cookies, które umożliwiają i ułatwiają Ci korzystanie z jego zasobów. Korzystając z serwisu wyrażasz jednocześnie zgodę na wykorzystanie plików cookies.