Hej, kolęda!

W ostatnim czasie odkrywam na nowo piękno i głębię niektórych polskich kolęd. Z pewnością nie wszystkich, bo raczej nie dam się przekonać do kolęd typu „Lulajże Jezuniu”, które swą treścią nie przekazują nic więcej ponad to, iż „Jezusek” był małą „dzidzią”, która płakała, trzeba jej było śpiewać kołysanki i zmieniać pieluszki. Są jednak kolędy, które niosą w sobie głębokie przesłanie i wyrażają ewangeliczną prawdę o Dziecięciu, które narodziło się ponad 2 tyś lat temu oraz o cudzie, jaki się wówczas wydarzył.

Bo z pewnością narodziny Jezusa, to był jeden z największych cudów w historii świata. Cud, o którym warto mówić, warto pisać i warto śpiewać… i to częściej niż raz do roku.

Moją ulubioną kolędą jest popularna „Bóg się rodzi” autorstwa Franciszka Karpińskiego. W bardzo obrazowy sposób, na podstawie zestawienia przeciwieństw -wieczności ze śmiertelnością, światła z ciemnością, nieskończoności z ograniczonością, bogactwa z ubóstwem – wyraża ona prawdę o narodzinach Chrystusa i podkreśla, kim było narodzone w Betlejem Dziecię. Oto sam Bóg, Stwórca Wszechrzeczy, opuścił szczęście nieba, by zamieszkać wśród nas. Ten, którego niebo i ziemia ogarnąć nie może, nieśmiertelny, niezmierzony, stał się człowiekiem. Pełen majestatu Król królów narodził się w nędznej szopie, pośród ubogich. A zatem…

Cóż masz niebo nad ziemiany?
Bóg porzucił szczęście twoje,
Wszedł między lud ukochany,
Dzieląc z nim trudy i znoje;

Czy można wyobrazić sobie większy cud, niż ten, którym było wcielenie? Niesamowite były jednakże nie tylko narodziny „Słowa, które stało się ciałem”, ale też wszystkie okoliczności Jego przyjścia. Ten, który się narodził, był od dawna zapowiadanym i wyczekiwanym Mesjaszem, Zbawicielem. Mówi o tym kolejna kolęda, „Wśród nocnej ciszy”:

Ach witaj, Zbawco, z dawna żądany,
cztery tysiące lat wyglądany.
Na Ciebie króle, prorocy
czekali, a Tyś tej nocy
nam się objawił.

To zadziwiająca prawda, którą mało kto pamięta, ale przyjście Chrystusa było zapowiadane tysiące lat przed jego narodzinami. Stary Testament podaje wiele proroctw i szczegółowych zapowiedzi tego wydarzenia. Poza samym cudem wcielenia, cudownym było również to, iż Chrystus przychodząc na świat, wypełnił starożytne proroctwa biblijne: pochodził z rodu Króla Dawida, jak zapowiadał choćby prorok Jeremiasz (VI w. p.n.e.) – Księga Jeremiasza 33,14-15; porodziła go panna (dziewica), jak przewidział prorok Izajasz (VIII w. p.n.e.) – Księga Izajasza 7,14; urodził się w Betlejem, na co wskazywał prorok Micheasz (VIII w. p.n.e.) – Księga Micheasza 5,1.

Ale po co właściwie Bóg to uczynił? Czemu opuścił chwałę nieba i zamieszkał wśród ludzi? Co miał na celu, planując od wieków przyjście Mesjasza?
Z pomocą śpieszą nam kolejne kolędy. „Dzisiaj w Betlejem wesoła nowina” – śpiewamy. Oto czysta panna, dziewica, porodziła syna, jak zapowiadał starożytny prorok. Po co?

„Chrystus się rodzi, nas oswobodzi…” – ogłasza refren pieśni.

To właśnie był cel jego przyjścia, jego narodzin – oswobodzenie, wypuszczenie więźniów, zmazanie win.

Ludzkość, która z powodu win odeszła od Boga i stała się niewolnikiem sił ciemności, ma szansę uzyskać wolność. Wolność od win, od strachu, od zła. Jezus przyszedł po to, by nas wyswobodzić i z powrotem pojednać z Bogiem.

Witaj, Dziecineczko w żłobie,
wyznajemy Boga w Tobie.
Coś się narodził tej nocy,
byś nas wyrwał z czarta mocy.

Co nim motywowało, że postanowił to uczynić? Przecież nie musiał tego robić. Nie musiał opuszczać chwały nieba, nie musiał znosić ucisku, bólu, prób i cierpienia, które miały towarzyszyć jego ziemskiej egzystencji. Dlaczego się na to zdecydował? Odpowiedź daje nam ostatnia zwrotka kolędy „W żłobie leży”:

Witaj, Panie, cóż sie stanie
Że rozkosze niebieskie,
Opuściłeś, a zstąpiłeś
Na te niskości ziemskie.
„Miłość moja to sprawiła,
By człowieka wywyższyła,
Pod nieba empirejskie.

Odpowiedzią jest miłość. Bóg tak umiłował nas, upadłych, zbuntowanych ludzi, że postanowił sam, w osobie Bożego Syna, przyjść na świat, stać się człowiekiem, by oddać potem za nas swoje życie i z powrotem przywrócić nam więź z Bogiem i chwałę, którą utraciliśmy oddalając się od Niego z powodu naszych win.

Niesamowita, niezgłębiona, niepojęta miłość.

Jak na nią odpowiemy? Czy przejdziemy obok niej obojętnie? A może uda nam się wreszcie dobrnąć do ostatnich, niestety mało znanych słów kolędy „Do szopy hej pasterze” i z całego serca, szczerze zaśpiewać Bogu, modląc się w swym sercu:

Jezuniu mój najsłodszy,
oddaję Tobie się,
o skarbie mój najdroższy
racz wziąć na własność mię

Bo tylko, od naszej decyzji zależy, czy skorzystamy z tego daru miłości, jaki Bóg przyniósł na ziemię, stając się człowiekiem – wiecznego życia. A dar ten może stać się naszym udziałem tylko wtedy, gdy oddamy się na własność Temu, który sam oddał całego siebie dla nas.

Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Ewangelia Jana 3:16

Życzę wszystkim, by nadchodzące świąteczne dni wypełniła refleksja nad dziełem Tego, którego narodziny świętujemy, opiewając je w kolędach – Jezusa, wcielonego Boga.