Życie w prawdzie

Urodziłem się w roku 1977, w rodzinie Świadków Jehowy. Mieszkałem razem z rodzicami i dziadkami, tj. rodzicami mojego ojca. Wszyscy byli Świadkami Jehowy oprócz mojego ojca, który kilka lat temu został wyłączony z ich społeczności za palenie papierosów i nadużywanie alkoholu. Ja wraz z siostrą zostaliśmy wychowani w wierze Świadków. Starałem się żyć zgodnie z tym, czego mnie nauczano. Nigdy nie miałem wątpliwości, że to czego mnie uczono i to, w co wierzę, jest prawdą. Chrzest w organizacji Świadków przyjąłem w wieku 13 lat i cały czas, aż do momentu mojego nawrócenia do Jezusa, ślepo wierzyłem Towarzystwu Strażnica – nie odczuwałem potrzeby weryfikacji moich wierzeń. To, w co wierzyłem, dostawałem podane „na talerzu” – przygotowane przez Organizację i rozpowszechniane w różnych książkach i czasopismach, takich jak „Strażnica” i „Przebudźcie się”. Biblię czytałem, ale przez „różowe okulary”, którymi były wymienione czasopisma oraz inne publikacje ŚJ. W moim studiowaniu Biblii nie było miejsca na inspirację Ducha Świętego. To Organizacja decydowała, jaka powinna być interpretacja i właściwe rozumienie Biblii.

W 1996 roku z szeregów Organizacji wystąpił mój dziadek, który był jej członkiem przez 40 lat i pełnił wysoką funkcję starszego zboru. Kilka miesięcy później w ślady mojego dziadka poszła babcia. Był to dla mnie prawdziwy cios. Dziadek z babcią dostarczali wielu dowodów na to, że Strażnica kłamie, jednak odrzucałem ich argumenty, chociaż rozmowy z nimi pozostawiły w moim sercu ziarno prawdy, które powoli kiełkowało. Od dziadka i babci dowiedziałem się, że istnieją inne społeczności wierzących, gdzie ludzie dzielą się swoją wiarą, że znają Boże imię – Jahwe/ Jehowa. Później, gdy na zebraniach ŚJ słyszałem jak mówiono, że tylko Organizacja jest prawdziwa, że tylko oni głoszą Imię Boże, to już wiedziałem, że jest to fałsz. Z czasem (a dokładnie na przełomie listopada i grudnia 2000 roku) przestałem przychodzić na zebrania i utrzymywać kontakty z członkami Organizacji.

Znalazłem się wtedy w rozterce, bo tak naprawdę nie wiedziałem, co mam robić dalej. Wiedziałem, że w Organizacji jest fałsz i różne poprzekręcane i często zmieniane nauki, czy też wielokrotnie wyznaczane i zmieniane daty końca świata, które się nie sprawdziły. Wiedziałem, że już nie wrócę do Organizacji ŚJ, ale nie chciałem iść do innej społeczności, bo nie byłem przekonany, że w ogóle jest gdzieś prawda. Cały czas modliłem się do Boga, aby wskazał mi drogę – bo tak naprawdę w głębi serca chciałem służyć Bogu i mieć z Nim społeczność.

Wtedy też nadszedł czas upadku moralnego – zacząłem chodzić na dyskoteki i pić alkohol.

W styczniu 2001 roku dziadek podarował mi książkę Billy Grahama pt. „Musicie się na nowo narodzić”. Nie przeczytałem jej do końca – nie wszystko rozumiałem, więc odłożyłem ją na półkę.
Dalej były dyskoteki i alkohol, ale bywały również momenty refleksji i modlitwy do Boga o Jego prowadzenie. Duch Święty już od dawna pracował nade mną, choć nie zdawałem sobie z tego sprawy. W końcu doszedłem do punktu krytycznego, kiedy stwierdziłem, że takie życie jest na dłuższą metę pozbawione sensu. Miałem wiele duchowych rozterek i wątpliwości dotyczących Boga i sposobów Jego działania. Zaczęły mnie nachodzić myśli samobójcze. Jeszcze raz postanowiłem się pozbierać – czytać Biblię i modlić się. Po raz drugi wziąłem do ręki książkę „Musicie się na nowo narodzić” i tym razem przeczytałem ją „od deski do deski” z pełnym zrozumieniem jej treści. To był moment mojej osobistej przemiany. Upadłem na kolana przed Bogiem, w gorącej modlitwie i ze łzami w oczach wyznałem Mu swoje grzechy, prosiłem aby to On od tej chwili był moim Panem i osobistym Zbawicielem. Prosiłem, aby to On przejął kontrolę nad moim życiem i aby uczynił mnie szczęśliwym człowiekiem. To był koniec kwietnia 2001 roku. Wtedy Pan Jezus wstąpił do mojego życia i zamieszkał we mnie, a ja rozpocząłem nowe życie. Zacząłem regularnie czytać Biblię i modlić się. To był początek mojej fascynacji Bogiem i życia z Nim. On zaczął obdarzać mnie pokojem i radością.

W lipcu 2001 roku babcia zaprowadziła mnie na nabożeństwo do jednego ze zborów Kościoła Ewangelicznych Chrześcijan, gdzie tydzień później przyjąłem chrzest przez zanurzenie w wodzie. Do dzisiaj jestem związany z tą społecznością, w której wszyscy wzajemnie zachęcamy się do trwania w wierze. Jestem aktywnym członkiem kościoła i pragnę, aby Bóg był przeze mnie uwielbiony. Jestem wdzięczny Bogu, że pozwolił mi się znaleźć i uczynił mnie swoim dzieckiem, a teraz prowadzi drogą Prawdy.

Łukasz Lejsza