Zakrapiany biznes…

Uwierz w Pana Jezusa, a będziesz zbawiony, ty i twój dom
(Dzieje Apostolskie 16:31)

Jacek, Lucyna

Ponad 30 lat temu założyłem rodzinę. Chciałem zbudować ją (tak wtedy myślałem) na mocnym fundamencie finansowym. Założyłem firmę. Przez pewien czas miałem niezłe dochody, lecz wszystkie sprawy firmy były zakrapiane alkoholem, często nawet w bardzo dużym stopniu. W miejscowości, w której mieszkałem, miałem poważanie. Obracałem się wśród ludzi wysoko postawionych. Uważałem, że mając pieniądze, mam wszystko. Nadużywałem coraz bardziej alkoholu. Byłem uzależniony od alkoholu, lecz nawet o tym nie wiedziałem. W tamtym czasie urodziło się nam dwoje dzieci.
Zacząłem tracić po kolei pieniądze, firmę i to, co najważniejsze − rodzinę. Żona oświadczyła, że się ze mną rozwodzi. Moje pijaństwo, powroty do domu w stanie upojenia, ciągłe przekleństwa i awantury sprawiły, że zaczęła mnie nienawidzić. Po 10 latach małżeństwa zostałem sam. Wyprowadziłem się z domu. Po jakimś czasie prowadziłem po pijanemu samochód ciężarowy (jestem zawodowym kierowcą). Spowodowałem kolizję, mając 3,7 promila alkoholu we krwi. Zabrano mi prawo jazdy na trzy lata. Ten incydent doprowadził mnie do jeszcze większego alkoholizmu. Przestałem odwiedzać dzieci, chociaż mogłem je widzieć tylko raz w tygodniu. Byłem bezrobotny, bezdomny, brudny i śmierdzący. Ostatni rok pijaństwa spędziłem na dworcu w Goczałkowicach. Jedyne, co wtedy posiadałem, to były myśli o samobójstwie. W moim przekonaniu byłem skończony i nie widziałem dla siebie ratunku.

Pewnej nocy podszedł do mnie nieznajomy człowiek reprezentujący Międzynarodowe Stowarzyszenie Gedeonitów. Powiedział mi, że mogę być innym człowiekiem z Jezusem Chrystusem i wręczył mi mały niebieski egzemplarz Nowego Testamentu. Zrodziła się we mnie wtedy nadzieja, uwierzyłem, że tylko z Panem Bogiem jest to możliwe. Zostałem w niedługim czasie zaproszony na spotkanie Misji „Elim” i tam zobaczyłem i usłyszałem ludzi, których Jezus Chrystus podniósł z podobnego dna, z podobnego stanu, w jakim byłem sam. Odczułem tam błogi spokój i ukojenie. 30 marca 2000 roku oddałem życie Jezusowi. Od tego czasu wszystko się w moim życiu zmieniło. Jezus uwolnił mnie od alkoholu i nikotyny. Zastanawiałem się często nad słowami z Biblii: Uwierz w Pana Jezusa, a będziesz zbawiony, ty i twój dom (Dzieje Apostolskie 16:31). Pomyślałem, że w moim przypadku tak chyba nie będzie. Znałem moją żonę i wiedziałem, jak bardzo mnie nienawidzi. Według mnie nasze małżeństwo było nie do odbudowania.

Po jakimś czasie moja żona zauważyła we mnie zmianę. Pojechała na Dni Trzeźwości do Wisły, które organizuje co dwa miesiące Misja „Elim”. Tam zobaczyła, że Pan Jezus ma moc uleczać z różnych chorób, lecz do końca nie uwierzyła. Ja w tym czasie poznałem telefonicznie pewną kobietę z Australii, która po paru miesiącach przyjaźni telefonicznej zaproponowała mi małżeństwo. Wyraziłem zgodę. Kupiła tam dom, samochód dla nas, lecz przed moim wyjazdem do Australii mieliśmy się spotkać w Singapurze na trzytygodniowych wczasach, które ona zafundowała. Przysłała mi pieniądze na samolot. Bilet kupiłem dwa miesiące przed wyjazdem. Lecz w tym czasie żona narodziła się na nowo z Ducha Świętego i Pan Jezus przekonał ją, że rodzina powinna być razem. Poprosiła mnie, abym został z nią i z dziećmi.

Moja decyzja była prawie natychmiastowa − na tak. Jezus poprzez swoje Słowo pokazał mi wartość rodziny, którą straciłem. Nie ma żadnego bogactwa, które zastąpi dzieci i żonę. Wiem, co straciłem. Przeprosiłem tę kobietę, powiedziałem jej, że wracam do rodziny, a pieniądze za bilet lotniczy wysłałem pocztą. Od 2002 roku jesteśmy z żoną razem, jesteśmy nową rodziną budowaną na mocnym fundamencie Bożych zasad. Jesteśmy nowonarodzonymi dziećmi Bożymi. Dziękujemy Panu Jezusowi za wszystko, zwiastujemy z wdzięczności Jego słowa na odwykach wspólnie z braćmi i siostrami z Misji „Elim” oraz gdzie tylko to jest możliwe. Co jakiś czas organizujemy w Goczałkowicach-Zdroju koncerty połączone z wygłaszaniem świadectw i głoszeniem Słowa Bożego na cześć Pana Jezusa. Właśnie w Goczałkowicach, gdzie przeżyłem ostatnie dni mojego czarnego życia, gdzie zaczął się też proces mojej duchowej przemiany.

02. Opowiada Lucyna: Przez te wszystkie lata małżeństwa wytworzyła się we mnie ogromna nienawiść do męża. Było mi wszystko jedno, co się z nim dalej stanie. Z rozpaczy nad swoim życiem wpadłam w depresję. Jednak do niego nic nie docierało. Nie chciał się leczyć. Wszystkiemu byłam winna ja i moja mama. Po rozwodzie odetchnęłam z ulgą, że wszystko wreszcie się skończyło. Zostałam sama z dwójką dzieci. Zastanawiałam się nad tym, co dalej?.
W takim stanie ducha sięgnęłam po Pismo Święte. Przeczytałam wszystkie wersety dotyczące małżeństwa, między innymi te dwa: Tym zaś, którzy żyją w stanie małżeńskim, nakazuję nie ja, lecz Pan, ażeby żona męża nie opuszczała, a jeśliby opuściła, niech pozostanie niezamężna albo niech się z mężem pojedna; niech też mąż z żoną się nie rozwodzi (1 List do Koryntian 7:10-11), oraz: a Ja wam powiadam, że każdy, kto opuszcza żonę swoją, wyjąwszy powód wszeteczeństwa, prowadzi ją do cudzołóstwa, a kto by opuszczoną poślubił, cudzołoży (Mateusz 5:32).

(Historię Lucynki i Jacka znajdziesz w książce „Szczęściarz urodzony w PRL-u”)