Pomiędzy jednym a drugim „końcem świata”

Przyszło nam żyć w nader ciekawych czasach, gdy ogłaszanie kolejnych dat końca świata staje się wydarzeniem nie tyle religijnym, co wręcz medialnym. Z jednej strony nękani jesteśmy apokaliptycznymi wizjami roku 2012, gdzie na rzekomy koniec wskazuje kalendarz Majów, z drugiej strony „udało nam się” właśnie cudem przeżyć „apokaliptyczny” dzień 21 maja 2011 r., na który wskazywał amerykański pastor Harold Camping, rzekomo wyliczając tę datę z kart Biblii.

Choć w przeciągu ostatniego stulecia liczne sekty i ugrupowania religijne, wielokrotnie przyzwyczajały nas do rychłej wizji końca, podając kolejne daty zakończenia świata (niespełnione, jakby ktoś miał wątpliwości), to obecne przepowiednie stanowczo wykraczają swym zakresem medialnym poza te prorocze mrzonki, powodując wiele zamieszania i szkody w umysłach odbiorców tych apokaliptycznych wieści. O jakim zamieszaniu i szkodzie piszę?

Wraz z każdą nową datą końca u wielu osób pojawia się lęk. Nie wszyscy się do niego przyznają, ale on jest. Lęk przed śmiercią, unicestwieniem, piekłem, cierpieniem. Lęk ten nie do końca jest zły. Czemu? Zmusza on do refleksji nad własnym życiem. Do zapytania się samego siebie: „Co ze mną będzie? Czy powinienem coś w życiu naprawić? Czy jest Bóg, który będzie mnie sądził?” Takie pytania zawsze powinny towarzyszyć naszemu doczesnemu życiu. Przecież bez względu na to, czy nastąpi w danym dniu zapowiadany koniec, czy nie, zawsze może nastąpić koniec życia na skutek wypadku, czy choroby. Ten świat się kończy każdego dnia dla milionów ludzi. Skończy się również dla nas. Dlatego refleksja nad życiem jest wręcz uzasadniona i potrzebna. Jak się jednak okazuje, przepowiednie wyznaczające konkretną datę końca, wywołują więcej szkody niż pożytku.

Podawane w mediach daty wzbudzają strach, nie dając nadziei, ani drogi wyjścia. Są niczym pasożyty żerujące na schorowanych duszach, żywiące się lękiem swych ofiar. I właśnie to mają na celu – wystraszyć, zachwiać życiem człowieka i w tym zachwianiu go pozostawić. Ma to zresztą swoje wymierne korzyści – gdy robi się głośno o kolejnym „proroku”, żądnym, by o nim usłyszano, o kolejnej przepowiedni, przy okazji rośnie sprzedaż książek i filmów omawiających ten temat oraz wzrasta oglądalność stron internetowych. Media przez to najzwyczajniej w świecie zarabiają. Do tego lęk wzbudzany przez tego typu proroctwa po czasie okazuje się lękiem nieuzasadnionym, gdyż oczekiwany koniec po prostu nie nadchodzi. To zaś prowadzi do uśpienia czujności potencjalnego odbiorcy oraz osłabienia jego ewentualnej wiary w koniec świata w ogóle. Człowiek czytający o nadchodzącym „dniu końca” przyzwyczaja się wreszcie do kolejnych niespełnionych wieści proroczych, jego lęk znika, w jego miejsce wchodzi obojętność, drwina. Ostatecznie, gdy słyszy jakiekolwiek nowiny o rychłym końcu świata, powrocie Jezusa, spełnianiu się proroctw Biblijnych dotyczących czasów ostatecznych, nawet niewyznaczające konkretnej daty tego wydarzenia, przyjmuje je ze sceptycyzmem i lekką ironią, bagatelizując wszelkie ostrzeżenia. Pomagają mu w tym kapłani współczesnego świata – wszechwiedzący naukowcy, zapewniający, że minie wiele milionów lat, zanim koniec nastąpi oraz środowiska ateistyczne, wykorzystujące każde takie niespełnione „proroctwo”, by podważyć i wydrwić wszelkie aspekty religijności, w tym chrześcijańskie oczekiwanie na powrót Chrystusa, jako pozbawione rozsądku mrzonki.

Tymczasem chrześcijanie na całym świecie rzeczywiście żyją w przeświadczeniu o rychłym powrocie Chrystusa. Czy ich oczekiwanie to tylko urojenia, które można bagatelizować?

Jezus zapowiadając swój powrót i czasy końca, wyraźnie zaznaczył, że nikt nie zna dnia ani godziny jego powtórnego przyjścia, ale wszyscy mamy czuwać i być gotowi (Por. Ewangelia Mateusza 25:13). Równocześnie pozostawił jednak wiele wskazówek, po których Jego uczniowie mają poznać, że czas powrotu Chrystusa na ziemię się zbliża. Znajomość Biblii pomaga chrześcijanom mieć otwarte oczy i rozpoznawać te znaki. Żaden uczciwie podchodzący do biblijnych przepowiedni chrześcijanin, nie będzie wyznaczał daty końca świata, bo Biblia jej nie podaje. Równocześnie jednak zawiera ona precyzyjne proroctwa, mówiące o wydarzeniach poprzedzających powrót Chrystusa i wiele z nich rozgrywa się na naszych oczach. Stąd powszechne oczekiwanie chrześcijan na rychły powrót Mesjasza.

Nie sposób w tak krótkim artykule napisać szerzej o tych biblijnych przepowiedniach czy tym bardziej je rozważyć i nie to jest moim celem (zachęcam raczej do studiowania Biblii w tym temacie). Dla podsycenia ciekawości wspomnę tylko, że jednym z takich wypełnionych w naszych czasach proroctw dotyczących wydarzeń poprzedzających przyjście Jezusa, jest np. powstanie na nowo państwa Izrael po jego blisko dwutysięcznej nieobecności na mapach świata (to tam bowiem zgodnie z Biblią mają się rozegrać kluczowe wydarzenia czasów ostatecznych).

Warto też zauważyć, że jednym ze znaków zapowiadających koniec, jest z jednej strony występowanie fałszywych proroków, błędnie ukazujących powrót Chrystusa i czasy końca, z drugiej zaś strony sceptyków, podważających wiarę, że Pan Jezus w ogóle powróci.

Pan Jezus ostrzegał, że w dniach poprzedzających jego powrót „powstaną fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i czynić będą wielkie znaki i cuda, aby, o ile można, zwieść i wybranych.” (Ewangelia Mateusza 24:24).

Apostoł Piotr zaś zapowiedział „Wiedzcie przede wszystkim to, że w dniach ostatecznych przyjdą szydercy z drwinami, którzy będą postępować według swych własnych pożądliwości i mówić: Gdzież jest przyobiecane przyjście jego? Odkąd bowiem zasnęli ojcowie, wszystko tak trwa, jak było od początku stworzenia.” (2 List Piotra 3:3-4).

Czy nie dzieje się to na naszych oczach? Z jednej strony fałszywe proroctwa o kolejnych sądnych dniach, z drugiej strony wynikający z nich sceptycyzm, drwiny i opieszałość w pójściu za Bogiem. Czy jakikolwiek przedział historii może się „poszczycić” takim nawałem fałszywych proroków, mesjaszów, guru, z jakim mamy do czynienia w ostatnim stuleciu, a szczególnie w ostatnich latach? Czy kiedykolwiek ateizm i pseudonauka zbierała takie żniwo ludzkich dusz, odciągając je od wiary w Stwórcę i w powrót Jezusa, jak się to dzieje teraz? A zatem te fałszywe przepowiednie, z jakimi stykamy się w mediach, a równocześnie rosnący ateizm i w efekcie drwina z oczekiwań ludzi wierzących, same w sobie stanowią już wypełnienie biblijnych zapowiedzi charakteryzujących dni ostateczne.

Żyjemy w ciekawych czasach i niejedno nam przyjdzie jeszcze oglądać. Najistotniejsze jednak, byśmy zdali sobie sprawę z tego, co się wokół nas dzieje, byli trzeźwi i nie dali się omamić. Bez względu na to, kiedy nastanie koniec – dziś, jutro, za rok, pięć lat czy też za sto, bez względu na to, kiedy i w jaki sposób przyjdzie nam się rozstać z życiem i stanąć przed tronem Boga, musimy być na to przygotowani. Dla tych, którzy są gotowi, koniec świata i powrót Chrystusa, czy nawet po prostu zwyczajna śmierć, nie kojarzą się jedynie z męką, zniszczeniem i sądem. Dla tych, którzy zaufali Bogu, powrót Jezusa i spotkanie z Nim to nadzieja, radość i wybawienie. To zapowiedź nowych rzeczy i koniec udręki, jaką niesie ze sobą życie na tym zepsutym świecie. To możliwość życia na odnowionej przez Chrystusa Ziemi. Ziemi, której wspaniałości nawet nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. Bo właśnie po to On powróci, by przywrócić na Ziemi ład i porządek pod panowaniem Boga, który człowiek zniszczył poprzez swój bunt wobec Stwórcy.

Jeśli żyjesz w strachu przed śmiercią, jeśli myśl o powrocie Mesjasza i końcu tego świata przeraża cię, może warto, byś zastanowił się, dlaczego tak się dzieje? Powraca Król, Pan i Władca wszechświata – Jezus. Jeśli jesteś Jego przyjacielem, jeśli jesteś z Nim pojednany, nie musisz się bać. Jego triumfalne przybycie będzie i twoim triumfem. Jeśli zaś nie należysz do Niego, nie jest On twoim Królem, bądź masz powód, by obawiać się Jego powrotu, może najwyższy czas, by paść przed nim na kolana i pojednać się, póki masz na to czas? Któż z nas wie, kiedy przyjdzie nam stanąć przed Bożym obliczem?

O tym jak możesz pojednać się z Bogiem, możesz przeczytać w tym artykule.