Komu na mnie zależy?

Moi rodzice i nauczyciele nieustannie powtarzali, że jestem głupia, beznadziejna, że nic dobrego ze mnie nie będzie, że będzie dobrze, gdy skończę w ogóle zawodówkę. A ja od dziecka marzyłam o tym, aby być nauczycielką w przedszkolu. Ale jak rodzice kazali iść do zawodówki to nie miałam wyjścia. Poszłam. Nie lubiłam zawodu, którego się uczyłam. I nie potrafiłam wyobrazić sobie swojej przyszłości, jako czegoś dobrego. Tym bardziej, że niemal codzienne słyszałam o sobie same złe rzeczy. Wtedy już zaczynałam sama tak o sobie myśleć. A tu nagle pojawia się chłopak, który mówi mi, że dla kogoś jestem cenna, że ktoś mnie kocha i że komuś na mnie zależy. Tym kimś jest Bóg. O Jezusie usłyszałam po raz pierwszy, gdy byłam razem z kuzynką na 18 urodzinach koleżanki. Był tam również młody człowiek, który słuchał chrześcijańskiej muzyki i mówił tylko o Bogu. O tym, jaki On jest, o tym, że kocha i troszczy się o ludzi.

Wtedy Bóg mnie jeszcze nie interesował. Myślałam sobie, że Bóg być może był, a być może Go nie było. Jakie to miało znaczenie? Miałam 18 lat, niedługo miałam skończyć szkołę, wyprowadzić się z domu i chciałam zacząć żyć. A po co mi do tego Bóg, który, jeśli rzeczywiście jest, to i tak wszystkiego najlepszego zabrania.

Urodziny się skończyły. Wróciłyśmy do domu. Któregoś dnia spotkałam Heńka gdzieś na ulicy. Okazało się, że uczy się w pobliskim technikum. Znowu mówił o Bogu. Ale tym razem powiedział coś, co mnie zainteresowało. Powiedział, że jestem ważna dla Boga, że Jezus umarł za mnie, bo jestem cenna w Jego oczach. Powiedział, że Bóg jest królem i nie pozwoli, aby coś złego stało się Jego dzieciom. Wystarczy, że uwierzę w Jezusa w jego ofiarę i stanę się Bożym dzieckiem, Bożą córką, księżniczką. Rozmawialiśmy przez chwilę, a później poszliśmy do swoich spraw, a myśl w mojej głowie pozostała. Jestem ważna dla Boga, nawet, jeśli Go nie ma, to jestem dla Niego ważna. Myśl o tym, że jestem dla kogoś ważna i potrzebna była niczym wibrująca, powracająca do mnie kula. Zastanawiałam się czy to możliwe, że jestem dla kogoś ważna i cenna?

Powoli oswajałam się z tą myślą. Myślałam – załóżmy, że Bóg istnieje. Gdy to zaakceptowałam, zrobiłam milowy krok w moim myśleniu. Następny krok, prawdziwy, istniejący na prawdę Bóg mnie kocha. Kolejny krok, jestem dla Niego ważna. No dobrze – myśli goniły – załóżmy, że tak jest. Ok. Jeśli Bóg mnie kocha i jestem dla niego ważna, to po co mi zbawienie? Przecież już mnie kocha, Już jestem dla niego ważna. Czym w ogóle jest to zbawienie? Jak to możliwe, że wystarczy uwierzyć w Jezusa i już, będę zbawiona? Gdy już to zaakceptowałam, i nawet rozważałam czy nie zaufać Bogu i nie powierzyć Mu swojego życia, pojawiła się kolejna myśl. Z czego Jezus ma mnie zbawić? Jestem dobrą osobą, słucham rodziców, nie kłamię, nie kradnę, nie palę, nie ćpam, zawsze wykonuję swoje obowiązki, szanuję ludzi. Z czego On ma mnie zbawić? Jeśli Jezus mnie kocha tu i teraz i zawsze będzie mnie kochał to, do czego zbawienie jest mi potrzebne? Myśli przetaczały się przez moją głowę nieustannie.

Pewnego dnia Heniek zaprosił mnie i moją kuzynkę na spotkanie do swoich znajomych. A, że nie miałyśmy na wieczór żadnych planów poszłyśmy. Spotkanie odbywało się w piwnicy Kościoła Katolickiego. Młodzi ludzie, głównie chłopacy, uczniowie Technikum Leśnego1 śpiewali pieśni o Bogu. Później czytali Biblię i o niej opowiadali. W całym spotkaniu najbardziej poruszyła mnie atmosfera (teraz już wiem, że to był Duch Święty). Było w niej coś, czego mi brakowało. Coś, co wypełniało pustkę w moim sercu. Nie potrafiłam tego jeszcze nazwać, ale bardzo chciałam to mieć. I to chyba była ostatnia rzecz, która trzymała mnie z boku zbawienia. W momencie, gdy zrozumiałam, jak bardzo jestem samotna (nie chodziło tu o samotność wśród ludzi – miałam wielu znajomych, z którymi dobrze się czułam), samotność, którą odczuwałam była ukryta głęboko w moim sercu. Zazwyczaj nie pozwalałam jej wydostać się na zewnątrz. Ale czasami jakoś sama przedzierała się przez moje mury i wychodziła. I dokuczała mi bardzo. Nie chciałam się tak czuć, ale nie wiedziałam jak to zmienić.

Nie pamiętam dokładnie samego momentu nawrócenia, nie było w tym żadnych doznań, uniesień. Była to decyzja mojego serca, które nie chciało już więcej żyć w samotności, w odrzuceniu, w poniżeniu. Serca, które pragnęło na nowo połączyć się ze swoim Stwórcą. Serca, które chciało żyć w jedności z Bogiem. Postanowiłam zaufać Bogu. Poprosiłam Go, aby odmienił moje życie, aby zamieszkał w moim sercu zabrał pustkę, samotność i wszystko to, co nie pochodzi od Niego. Niedługo potem zaczęłam mówić dziwnym językiem, co oznaczało, że zastałam ochrzczona Duchem Świętym. Pojawiły się też owoce Ducha Świętego, miedzy innymi radość. Potrafiłam się cieszyć niemalże ze wszystkiego. Świat dookoła był taki piękny. Wszystko się tak dobrze układało. Regularnie chodziłam na spotkania w Warcinie. Poznałam również ludzi, którzy zaczęli zakładać kościół w Miastku. Tam też bywałam regularnie. Byłam przekonywana, przez Ducha Świętego, że jestem ważna, cenna, bo jestem Bożym dzieckiem. Jezus za mnie umarł. Za mnie! Nie za miliardy innych ludzi, tylko za mnie. To było i jest, do dziś dla mnie czymś niesamowitym. Skończyłam szkołę, wzięłam chrzest w wodzie. Życie toczyło się. Zaczęłam pracę. Wyprowadziłam się z domu. Poszłam zaocznie do technikum. Tam okazało się, że wcale nie jestem głupia i beznadzieja. Odkrywałam w sobie rzeczy, których dotąd nie widziałam. Bóg odmieniał moje życie. Poznałam fajnego, wierzącego chłopaka. Wzięliśmy ślub, urodziły nam się dzieci. Postanowiliśmy, że przez jakiś czas nie będę pracować i będę się nimi zajmować. Od samego początku prosiłam Boga o mądrość w wychowaniu. Już wtedy postanowiłam, że moje dzieci nigdy nie usłyszą ode mnie złych słów na swój temat. Wiedziałam, ile krzywdy złe słowa wyrządziły w moim życiu. Dlatego chciałam wspierać i zachęcać nasze dzieci do tego, aby one w przyszłości mogły mieć lepszy start. Gdy dzieci podrosły, podjęłam pracę, poszłam na studia. I wszystko układało się do momentu, gdy … stało się jeszcze lepiej. Ja nazywam ten moment w moim życiu powołaniem do służby.

Pewnego letniego wczesnego poranka, gdy byliśmy na urlopie, usłyszałam głos „Chodź ze mną na spacer” rozejrzałam się dookoła. W przyczepie kempingowej, w której mieszaliśmy wszyscy spali. To skąd ten głos? Po chwili znowu „Chodź ze mną na spacer”. Pomyślałam sobie, ktoś robi sobie ze mnie żarty. Znowu się dokładnie rozejrzałam i nic, nie ma nikogo. Po chwili znowu ten sam głos „Chodź ze mną na spacer”. I wtedy pojawiła się myśl, że to Bóg. Ale jak mam iść z Bogiem na spacer? Czy ktoś kiedykolwiek chodził z Bogiem na spacer? Myśli biegły jedna za drugą. Może ja zwariowałam? Może umarłam? I znowu ten głos ”Chodź ze mną na spacer”. Pomyślałam, a co tam, zaryzykuję. I wyszłam. Była to piąta rano wszyscy jeszcze spali, a ja szłam w padającym deszczu i słuchałam tego, co Bóg mówił do mnie. Czułam się wyjątkowo. Krople deszczu otaczały mnie i miałam wrażenie, że tak właśnie otacza mnie Bóg. Na spacerze Bóg mówił, rzeczy, które dotyczyły mojego życia. Rzeczy, które wymagały jeszcze uzdrowienia. Szłam i płakałam. Było mi tam dobrze. Gdy wróciłam nikomu o tym nie powiedziałam. Musiałam najpierw sama to sobie poukładać. Na drugi dzień usłyszałam ten sam głos „Chodź za mną na spacer” Tym razem moja walka wewnętrzna trwała krócej. Poszłam. Dialog trwał. Dalej był to czas uzdrawiania moich zranień. Kolejny dzień i kolejny spacer. Ale ten był inny. Gdy wychodziłam z kempingu Bóg dokładnie powiedział, w co mam się ubrać. Chodziło o długie spodnie i bluzę na długi rękaw. Tym razem poszliśmy tam, gdzie były duże krzewy jeżyn i gdybym nie miała długich spodni nie mogłabym tam przejść. Na tym spacerze po raz pierwszy usłyszałam o Bożej zbroi. Bóg opowiadał mi o niej i zachęcał do tego abym codziennie ją zakładała na siebie. Gdy wróciłam ze spaceru od razu usiadłam do Biblii, aby znaleźć w niej, czy rzeczywiście jest coś napisane o Bożej zbroi. I było . Myślałam sobie, że może jednak nie zwariowałam. Że może jednak Bóg zaprasza na spacery, że Bóg mówi w sposób słyszalny dla człowieka. Nie znałam nikogo, do kogo Bóg mówił w taki sposób i czasami zastanawiałam się czy ze mną wszystko jest w porządku. Czy nie uległam jakiemuś zwiedzeniu? Gorliwiej zaczęłam czytać Biblię i poszukiwać odpowiedzi.

Kilka dni później, gdy miałam jechać pociągiem Bóg powiedział, „nie siadaj w tym miejscu, jesteś moją księżniczką i możesz usiąść gdzie indziej. Nie musisz siadać w kącie” Było to słowa, które nawiązywały do naszego pierwszego spaceru. Usiadłam na innym miejscu. Pięć minut później pociąg, którym jechałam zderzył się z innym pociągiem. Mi nic się nie stało, ale gdy wychodziłam z pociągu i przechodziłam obok miejsca, gdzie miałam siedzieć widziałam, że jeśli przeżyłabym ten wypadek, to byłabym kaleką do końca życia. Całe miejsce było zakleszczone i przywalone różnymi metalowymi rzeczami, szkłem. Jakże byłam Bogu wdzięczna, za te słowa i za nowe życie.

Nasze spacery trwały jeszcze jakiś czas i za każdym razem Bóg do mnie mówił. Później skończył się czas spacerów, a zaczął czas służby. Weszłam w etap w swoim życiu, gdzie Bóg powoływał mnie do różnych zadań. Nie zawsze mi się podobały. Czasami buntowałam się i mówiłam. Nie, tego nie zrobię. Zazwyczaj chodziło o to, aby komuś opowiedzieć o Jezusie, czy pościć o kogoś przez cały dzień. Zawsze miałam wolną wolę i mogłam wybrać, czy chcę słuchać Boga czy nie. Gdy odpowiadałam Bogu nie, traciłam możliwość zrobienia czegoś dobrego. Duch Święty przekonywał mnie, że nie jest to dobra droga. I znowu mogłam wybierać czy chcę iść z Bogiem drogą, którą On dla mnie przygotował, czy wolę iść swoją własną drogą. Gdy wybierałam źle nie czułam się oskarżana, wiedziałam, że Bóg kocha mnie pomimo tego, co wybiorę. Niemniej jednak Duch Święty zawsze zachęcał mnie do tego, abym wybierała Boga. Abym słuchała tego, co On mówi, bo Bóg zawsze chce tylko dobrze i nigdy nie knuje niczego złego. Nauka trwała, trwa i będzie trwała.

Bóg zachęcał mnie do wielu rzeczy, a szczególnie do postu i modlitwy wstawienniczej o ludzi. Bóg zachęca i wysłuchuje modlitwy. W moim życiu bywały sytuacje, gdy modliłam się o ludzi ciężko chorych i Bóg ich uzdrawiał. Bywały również sytuacje, gdy wiedziałam, że Bóg danej osoby nie uzdrowi i mam modlić się dla niej o spokojną śmierć. I ta przychodziła. Bóg wie wszystko. I chce dla nas ludzi tego, co najlepsze. Widzę ile w Jego sercu jest miłości do każdego człowieka. Dziś patrząc wstecz, widzę, ile cudów, wydarzyło się wśród moich znajomych. Wiem, że dzieje się tak, dlatego, że jestem Bogu posłuszna. Gdybym powiedziała Bogu nie. Wtedy byłabym zbawiona, ale nie miałabym udziału w życiu moich braci czy sióstr.

Oprócz spraw duchowych w moim życiu wydarzyło się dużo dobrego. Skończyłam studia. Zaczęłam pracę w przedszkolu. To, o czym kiedyś, jako mała dziewczyna marzyłam, spełniło się. Kocham i wspieram dzieci, nigdy żadne z nich nie usłyszało ode mnie, że jest głupie czy beznadzieje. Wprost przeciwnie, chwalę je za najdrobniejsze osiągnięcia, zachęcam do dalszej pracy. Powtarzam im, że dadzą radę.
Razem z mężem służymy w miejscowym kościele. Nasze dzieci usamodzielniły się i wyprowadziły z domu. Znają i kochają Boga. Zaangażowałam się w Służbę Katechetyczną, gdzie zajmuje się pisaniem programów do katechezy. Jestem także zaangażowana w tworzenie Ogólnopolskiego Konkursu Biblijnego. Służę w Gwiazdkowej Niespodziance, jako osoba, która pości i modli się o innych.

Czy moje życie to sielanka? Nie. Moje życie jest bezpieczne i ukryte w Bogu. Nie omijały mnie cierpienia, problemy, smutki, bóle, choroby. Ale nauczyłam się, że wszystko, co się dzieje dookoła, jest w mocy mojego Boga. I całe moje życie powierzam Jemu, a szczególnie wtedy, gdy dzieje się coś trudnego, w życiu moim, lub moich znajomych. Przychodzę z tym do Boga, a On zawsze odpowiada i zawsze pomaga. Czy to znaczy, że wszystkie sprawy kończą się dobrze? Tak, ale na Boży sposób. Ja czasami wolałabym, aby pewne rzeczy zakończyły się inaczej. Wiem, jednak, że Bóg wie więcej i widzi więcej i zawsze chce dla każdego swojego dziecka jak najlepiej. Wiem też, że gdy Bóg o coś prosi, to znaczy, że jest to ważne, i tak należy zrobić. Nawet wtedy, jeśli w ogóle nie mam na to ochoty.

Jeśli słyszysz o sobie złe rzeczy. Jeśli myślisz o sobie, że jesteś głupi, bezużyteczny, nikomu niepotrzebny, to wiedz, że jest to kłamstwo pochodzące od Bożego wroga. Bóg kocha swoje dzieci. Każdy jest jego dzieckiem. Także Ty, nawet, jeśli teraz jeszcze nie wierzysz w Boga. Jesteś jego dzieckiem. Bóg chce dla Ciebie tego, co jest najlepsze i jednocześnie najważniejsze w życiu. Bóg chce, aby twoje serce połączyło się z Jego sercem. Bóg chce abyś Mu powierzył swoje życie, abyś Mu zaufał. A On wszystko, to, co dzieje się w twoim życiu wyprostuje i naprawi. Bóg chce tylko tego, co dobre. Z Bożych ust usłyszysz, że jesteś warty kochania, cenny i ważny. Usłyszysz także, że Jezus oddał za Ciebie swoje życie. I że dla Ciebie zawsze jest nadzieja na lepsze dziś i jutro. Zaufaj Mu, bo warto. Tylko On jest w stanie przemienić Twoje życie, tak jak przemienił moje. Ja, gdybym odrzuciła zbawienie, na pewno nie byłabym w tym miejscu, w którym jestem. Odrzuciłabym Boga, Stwórcę, tego, w którym jest pełnia radości, miłości, pojednania, bliskości, zbawienia. Tego, który kocha mnie bardziej niż swoje życie.
Jeśli jest w Twoim sercu jakaś pustka lub jakiś problem. Jeśli nie znasz jeszcze Boga poproś Go o to, aby Ci się objawił. Poproś Go o to, aby Ci pomógł. A gdy to zrobi, zaufaj Mu z całego serca, nie połowicznie, nie na chwilę, ale na 100% i na zawsze. A wtedy będziesz oglądał niesamowite rzeczy w życiu swoim i życiu twoich najbliższych. A jeśli będziesz chciał, to możesz wpływać również na życie innych ludzi. Bóg powie Ci jak. Tak jak mi powiedział.

Błogosławię Cię w imieniu Jezusach Chrystusa, sprawcy i dokończyciela wiary.

(Historia Wioletty Małkiewicz pochdzzi z książki “Szczęściarz urodzony w PRL-u”)
---------

Zamów nieodpłatny egzemplarz Ewangelii Jana.

Zachęcamy do udziału w Studium Biblijnym by sprawdzić jak się rzeczy mają.

Zbawienie jest za darmo dla każdego, poznaj 4 prawa duchowego życia

Nie marnuj czasu i spotkaj się, by porozmawiać o swojej relacji z żywym Panem Jezusem Chrystusem.

Wesprzyj naszą służbę, jeśli chcesz przyłączyć się do głoszenia ewangelii i propagowania chrześcijańskiego stylu życia.


Serwis internetowy www.ewangelia.pl wykorzystuje pliki cookies, które umożliwiają i ułatwiają Ci korzystanie z jego zasobów. Korzystając z serwisu wyrażasz jednocześnie zgodę na wykorzystanie plików cookies.