Znalazłem prawdę

Kiedy zastanowiłem się nad tym, dlaczego właśnie Jezus? w mojej głowie pojawiło się słowo „prawda”. To prawda była dla mnie celem poszukiwań. Szukałem jej i stwierdziłem, że jestem ją w stanie znaleźć sam, czytając mądre książki i, przede wszystkim, samemu myśląc. Dorastałem w przekonaniu, że jeżeli mądrzy ludzie coś kiedyś wymyślili, to ja też jestem w stanie tego dokonać; jeżeli oni doszli do jakichś ostatecznych wniosków, to ja mogę osiągnąć to samo – wtedy będę wiedział, co jest prawdą i będę tego pewien.

I tak sobie żyłem, fajnie i miło, aż któregoś dnia zostałem zaskoczony przez Jezusa Chrystusa. Nie będę opowiadał dokładnie jak to się stało – po prostu zaproszony przez kumpli, pewnego dnia znalazłem się na spotkaniu, podczas którego prowadzący opowiadał ewangelię. Mam wrażenie, że temat mnie zaciekawił, choć nie jestem w stanie sobie już przypomnieć, czego dotyczył. W pewnym momencie, kiedy siedziałem na sali słuchając tego człowieka, poczułem intensywnie czyjąś obecność. Tak jakby ktoś stanął za moimi plecami, wręcz zdawało mi się, że „to” otacza mnie. Ktoś niewidzialny przysłonił sobą obecność pozostałych ludzi. Nie wiedziałem, co o tym myśleć, nigdy czegoś takiego nie doznałem. Miałem wtedy wrażenie, że liczy się tylko ten ktoś, kogo nie widzę, ale o kim wiem, że jest. Mało tego wiedziałem, że jest to Jezus Chrystus.. Kiedy stanął przede mną, zadał mi jedno pytanie: „Kubo, czy chcesz znać prawdę?” To mnie zaskoczyło, a z drugiej strony trafiło w dziesiątkę, dotarło do mojego serca. Powiedziałem, że tak, chcę znać prawdę. I w tym momencie usłyszałem, że prowadzący wzywał chętnych, który chcieli oddać swoje życie Jezusowi do wspólnej modlitwy. Poczułem, że oto nadeszła odpowiedź, że ta zachęta dotyczy również mnie.

Pomodliłem się i w tym momencie zostałem chrześcijaninem. Nie było żadnych fajerwerków w moim życiu. Nie doświadczyłem jakiejś gwałtownej przemiany: nie byłem alkoholikiem, nie byłem narkomanem, nie przeklinałem zbyt intensywnie, nie „nadużywałem” życia. Byłem zwykłym, przeciętnym młodym człowiekiem studiującym w Warszawie. Ale coś się wtedy stało, i ludzie powiedzieli mi, że faktycznie się zmieniłem. I to ludzie, z którymi nie miałem wcale dużego kontaktu. Na przykład kumpel, z którym spotkałem się tylko na zajęciach, po których każdy szedł w swoją stronę, któregoś dnia podszedł do mnie i powiedział: „Wiesz, co Kuba, zmieniłeś się.”

Dla mnie spotkanie z Jezusem to był moment, kiedy zrozumiałem, że On jest prawdą, że prawda jest w Chrystusie Jezusie – On ją uosabia. Dlatego idę dzisiaj za Jezusem, bo właśnie tu jest prawda i mogę tego być pewien w 100%.

Kuba Hoły