Znalazłam prawdziwą miłość

Od zawsze zależało mi na opinii innych ludzi, na ich sympatii i akceptacji. Nie wiedziałam, że cokolwiek może być za darmo. Bezinteresownie. A już na pewno nie miłość. Do czasu aż spotkałam…

w miłości nie ma bojaźni, wszak doskonała miłość usuwa bojaźń (1J 4, 18)

Dlaczego Jezus? Mogłabym powiedzieć krótko: bo dał mi Nowe Życie. Ale co to oznacza?
Życie jest pełne pragnień. Niektórzy chcą być silni i odważni. Niektórzy pragną mieć dom i samochód. Jeszcze inni chcą zrobić karierę, odnieść sukces, mieć znajomych, przyjaciół, psa, ogródek… Wreszcie, każdy z nas pragnie, by ktoś nas pokochał, byśmy stali się dla kogoś najważniejsi i jedyni na świecie. Chcemy znaleźć oparcie i ukojenie w czyichś dłoniach. Nie lubimy być samotni.

Ja od zawsze miałam dookoła siebie mnóstwo ludzi. Otaczałam się nimi, spędzałam z nimi czas, bawiłam się, rozmawiałam. I każdego wieczora bałam się, że ich zabraknie. Że nagle przestaną mnie lubić. Że odejdą. Że jeśli nie będę taka jak oni, to nie będą mnie akceptować. Zabiegałam o ludzi. Robiłam wszystko, by się przypodobać. Powoli uzależniałam się od nich, ich opinii, oceny. Wiedziałam, że cały czas muszę robić coś, by zasłużyć na sympatię. Udawało się. Zawsze był obok mnie ktoś.
Jeszcze wtedy nie wierzyłam, że cokolwiek może być za darmo. Bezinteresownie. A już na pewno nie miłość.
Czym więc jest teraz to wspomniane wcześniej Nowe Życie? To wolność, prawdziwa wolność, dająca spokój i spełnienie. Już nie muszę się bać, że coś nie wyjdzie, że coś się nie uda. Już nie muszę próbować podobać się znajomym. Mogę być sobą. I mogę być kochana. Przez Jezusa. Miłością nieogarnioną, pełną i całkowicie nie zasłużoną. Nie muszę robić nic skomplikowanego, nic na pokaz. Po raz pierwszy mogę stanąć twarzą w twarz z innymi bez lęku odrzucenia, ale co ważniejsze mogę spojrzeć w twarz sobie. Jezus pokazał mi swoją moc i miłość. Pokazał mi, że jest żywym Bogiem, że nie ma dla Niego rzeczy niemożliwych, że może podnieść mnie ze wszystkiego. Dlaczego? Bo mnie kocha. To było dla mnie nie do pojęcia, że ktoś może mnie kochać tak bardzo i nie oczekiwać niczego w zamian, że nie muszę zapracowywać na tę miłość.
Zawsze tego pragnęłam. Teraz wiem, że źródłem takiej idealnej miłości jest Jezus Chrystus, Ten, który umiłował mnie tak, że za mnie umarł. Za mnie! – grzeszną, pyszną i próżną. Ale On zobaczył we mnie więcej, zobaczył to, czego sama nie dostrzegałam, widział we mnie dziecko potrzebujące miłości Ojca.

Od spotkania z Jezusem wszystko się odmieniło. Jestem nową osobą. Odrodzoną. Jestem prawdziwa. Dziękuję Bogu, że tak długo na mnie czekał. Że nie zrezygnował. Ale On nigdy nie rezygnuje. Jest przecież Miłością.

Agnieszka Wróbel