Z prochu powstałeś…

Sucha grudka ziemi przelatuje między palcami dłoni i powoli opada u mych stóp. Biorę ją ponownie i przesypuję z ręki do ręki. Patrzę, jak drobinki piasku delikatnie pieszczą skórę mych rąk i wymykając się z nich, spadają.

Bóg kiedyś zrobił to samo.
Wziął w swe dłonie proch ziemi i…
postanowił z niego uczynić ukoronowanie swego stworzenia – człowieka.

Zatem ten proch, to nasz początek…

„Ukształtował Pan Bóg człowieka z prochu ziemi i tchnął w nozdrza jego dech życia. Wtedy stał się człowiek istotą żywą.”

Co czuł Bóg, gdy z tej suchej garści przesypującego się w Jego dłoniach ziemskiego pyłu, lepił ludzkie ciało?

Ekscytację?
Radość?
Miłość?
Satysfakcję?

Oto powstawało najdoskonalsze Jego dzieło.
Jego obraz i podobieństwo w materialnym świecie.
Istota cielesna i duchowa zarazem,
mająca łączyć w sobie Materię i Ducha.

Miłujący i potężny jest Bóg.

***

Drobinki piasku całkowicie opadły z mych rąk na ziemię. Bawię się nimi, przysypując me dłonie cieniutką ich warstwą. Po chwili mogę poczuć na palcach delikatny chłód ziemi, pod którą „pogrzebałam” swą dłoń.

„Bo prochem jesteś i w proch się obrócisz”

Coś się zepsuło.

Garstka prochu….

Czy tylko tyle z nas zostanie?
Czy tylko tyle jesteśmy warci?
Jaki sens ma to wszystko?

Przecież nie taki cel miał Bóg, kształtując człowieka.
On dał mu życie.
On dał mu miłość.
On dał mu radość.
On uczynił coś doskonałego.

A teraz…

Jak wielki ból przeszywał serce miłującego Boga, gdy wypowiadał do człowieka – chluby swego stworzenia, słowa: „Wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty”.

Jedno nieposłuszeństwo,
jeden grzech
– drastyczne skutki.

Człowiek się zbuntował.
Jego doskonałość została zbrukana.
Boży obraz w człowieku zatarty.

Zamiast życia przyszła śmierć,
zamiast radości znój,
zamiast chwały hańba,
zamiast bliskości Boga oddalenie od Niego.

Miłujący Bóg jest sprawiedliwym sędzią.

***

Zaczyna padać. Ciężkie krople rozpryskują ziarenka piasku na powierzchni wysuszonej gleby. Patrzę na strużkę deszczu, spływającą z pobliskiego pnia. Spragniona ziemia chłonie ożywczą wodę z niebios. Znów rozkwitnie życie.

Był czas, że inne krople skropiły tę ziemię.

Płynęły czerwoną strużką po nieociosanym drzewie,
na którym wisiał On – Stwórca.

Padały na proch, z którego kiedyś ulepił człowieka.
Mieszały się z pyłem ziemi, czyszcząc brud upadku.

Krople Jego krwi – ożywczy dar Nieba.

Przyniosły pojednanie w miejsce sądu,
życie w miejsce śmierci,
radość w miejsce udręki,
pokój w miejsce strachu.

Dla wszystkich, którzy PRAGNĄ, nadeszła wiosna.

„Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.” (Ewangelia wg św. Jana 3:16)

Sprawiedliwy sędzia jest miłosiernym Ojcem.