Wyrwał mnie z sideł śmierci

Nie jestem już młodym człowiekiem i większość mego życia mam już za sobą. Dla osób w moim wieku ból i choroba są często na porządku dziennym, a rak – to po prostu wyrok. Doświadczyłem jednak, że Bożej opieki możemy doświadczyć w każdym okresie życia.

Nie wiedziałem, że mam raka. Wiedziałem jednak, co to ból. Doświadczałem go dzień w dzień przez 30 lat, odkąd zachorowałem na dyskopatię kręgosłupa. Ból czasami nie pozwalał mi chodzić. Nie mogłem bez niego się pochylić, nie mogłem leżeć na plecach, ani zbyt długo być w jednej pozycji. Jestem osobą wierzącą, więc modliłem się, by Bóg mnie uzdrowił. Modlili się o mnie też inni wierzący w kościele. Uzdrowienie jednak nie przychodziło. Pogodziłem się z tym i czekałem.

W lutym 2010 roku byłem na nabożeństwie, podczas którego usługujący pastor zaprosił do modlitwy osoby, potrzebujące uzdrowienia. Nie wiem jak to opisać, ale w tamtym momencie mocno poczułem, że mam wyjść na środek sali, by się o mnie modlono. Było to tak silne uczucie, jakby dosłownie ktoś wyrwał mnie z miejsca, w którym siedziałem i pchnął w kierunku modlącego się pastora. Pobiegłem do modlitwy jako pierwszy, jakbym bał się, że ktoś mnie wyprzedzi i zabierze to, co Bóg miał dla mnie tego dnia. Podczas modlitwy poczułem niesamowite ciepło ogarniające mój kręgosłup. Po modlitwie byłem bardzo słaby, z trudem wróciłem na miejsce. Wiedziałem jednak, że wydarzyło się coś dobrego, czego jeszcze nigdy nie przeżyłem. Od tamtej pory kręgosłup zupełnie przestał mnie boleć i nie boli nadal, mimo upływu kilku miesięcy od tego wydarzenia. Byłem szczęśliwy. Nigdy wcześniej nie doznałem tak bezpośredniego Bożego działania. Jak się jednak okazało, był to dopiero początek Bożego dzieła. Bóg miał swój plan, o czym przekonałem się już kilka tygodni później.

21 marca poszedłem na rutynową wizytę kontrolną do przychodni. Lekarz pod koniec wizyty zaproponował mi profilaktyczne RTG klatki piersiowej. Zgodziłem się i zrobiłem badanie. Następnego dnia dowiedziałem się, że mam naciekowy guz prawego płuca. 26 marca byłem już w szpitalu w Otwocku, gdzie dowiedziałem się, że jest to guz nieoperacyjny (zbyt blisko tchawicy). Skierowano mnie do Instytutu Onkologii na Ursynowie. Tam zrobiono mi badania PET. Podczas tego badania trzeba spędzić około 2 godzin, nieruchomo leżąc na plecach. To badanie nie mogłoby być przeprowadzone, gdyby Pan Jezus wcześniej nie uzdrowił mi kręgosłupa, gdyż ja po prostu nie byłbym w stanie tak leżeć. Było to dla mnie niesamowite doznanie tego, jak Bóg nad wszystkim czuwa, wszystko wie i jak wszystko trzyma w swoim ręku, gdy powierzamy mu swoje życie. Bóg wiedział, że mam guza i w odpowiednim momencie uzdrowił mi kręgosłup, bym mógł być leczony z raka.

Po badaniu zakwalifikowano mnie do Radioterapii. Spędziłem w szpitalu 4 tygodnie, w tym 2 tygodnie na sali jednoosobowej. Było bardzo ciężko, ale nigdy przez całe życie nie odczuwałem w tak realny sposób, że Pan Jezus jest blisko mnie, jak w tych trudnych chwilach. Wiedziałem, że On jest ze mną, że wszystko będzie dobrze.

Obecnie jestem po badaniach kontrolnych – wyniki RTG są dobre, nie ma śladu guza, ani żadnych przerzutów.

Ktoś mógłby się zapytać, czemu Bóg nie uzdrowił mnie od razu ze wszystkiego, skoro wiedział, że mam guza? Czemu uzdrowił mi tylko kręgosłup? Bóg przez to doświadczenie dał mi doświadczyć, że mnie kocha, troszczy się o mnie, czuwa i prowadzi. Mogłem doznać zarówno Jego mocy, jak i opieki. Równocześnie doświadczyłem, że On jest Bogiem suwerennym, czyni co chce i jak chce, a wszystko, czego możemy z Nim doświadczać, jest wynikiem jego łaski. Bóg dał mi się poznać w tym doświadczeniu na wiele różnych sposobów, i to jest właśnie niesamowite.

Jestem Bogu wdzięczny za to, jak On zadziałał, za to, że czuwał nade mną i przeprowadził mnie zwycięsko przez to wszystko, co mnie spotkało. Widocznie mam jeszcze w tym życiu coś do zrobienia, skoro Bóg postanowił ocalić moją siwą głowę. A kiedy przyjdzie mi się rozstać z życiem, wierzę, że po drugiej stronie spotkam się z mym Panem, Wybawcą i najwspanialszym Przyjacielem – Jezusem.

Roman Kalata