Twardzielka.

„Uwierz w Pana Jezusa, a będziesz zbawiony, ty i twój dom.” Dz.Ap.16;31

Twardzielka.

Stefka.

W domu nie było dobrze. Z upływem lat było coraz gorzej między mamą a tatą. Jak widziałam w jaki sposób tata traktuje mamę, nie chciało mi się być kobietą. Swoje przekonania i światopogląd budowałam na książkach i filmach, a później też ze sztuk teatralnych. Wszystkie te teksty pisane czy postacie filmowe, które wypowiadały swoje „mądrości” nie były w żaden sposób filtrowane, segregowane, brałam tak jak leciało, jak mi się czyjaś postawa spodobała, brałam to dla siebie i żyłam według tego. Nie było w tym porządku, głębszego zastanawiania, szukania prawdy. Moja rodzina była rozbita od środka i rozpadała się, a najstraszniejsze chwile nastąpiły na etapie mojego dorastania i wejścia w dorosłe życie.

Zmagałam się z brakiem akceptacji siebie jako kobiety. Kiedy miałam 14 lat wyglądałam jak chłopak – słuchałam ciężkiego metalu, nosiłam czarne ubrania, koszulki z obrzydliwymi metalowymi obrazkami i ciężkie męskie buty (kolega mi załatwił z koszar). Nienawidziłam ojca, a jednocześnie potrzebowałam z jego strony odruchów miłości – do mnie i do mamy… Ulegałam wpływom ludzi, z którymi się przyjaźniłam bo nie miałam pewności siebie i borykałam się z kompleksami. Mając 16 lat wyglądałam już jak kobieta, aż do przesady. Przykład brałam z reklam, filmów, czasopism ze zdjęciami modelek. Nie zostało nic niewinnego w moim wyglądzie. Wyżywałam się na płci przeciwnej. Myślałam sobie, że mam taki wybór: albo ja będę deptać po mężczyznach, albo oni po mnie. Zgrywałam twardzielkę, a w głębi duszy zostałam na poziomie zranionej dziewczynki, która marzy, żeby mama i tata się kochali i kochali ją.

Podczas trudnych, długich lat poniżania i odrzucenia mama zaczęła pić. Wiele razy płakałam jak widziałam ją ukradkiem jak wraca z pracy pijana, zatacza się chwiejnie po ulicy, ludzie patrzą na nią… A ja pamiętałam mamę taką ładną, wysoką i szczupłą z długimi włosami i w sukience w kwiatach. Pamiętałam jaka była wrażliwa, delikatna, czuła i kochająca, ofiarna, szczodra, pamiętam jak się śmiała, jak pieszczotliwie mówiła do mnie i do siostry, kiedy nas kładła do snu. A teraz śmierdziała wódką, mówiła ochrypłym głosem, zgarbiła się, zamknęła się w sobie i albo się starała utrzymać pionu, albo się kłóciła. Brakowało mi rozmów i wspólnego czasu z mamą.

Nie wiedziałam w pewnym momencie kim jestem – taty nie kochałam i miałam do niego dużo pokładów utajonego gniewu, mama zaczęła mnie odpychać i nie chciałam być taka jak ona, a jednocześnie czułam się winna, że tak myślę, bo w końcu to ofiara przemocy. Ale ja też istniałam w tej całej układance i nie mogłam znaleźć bezpiecznej przystani w niezdrowych relacjach. W poszukiwaniu szczęścia i samej siebie zrobiłam wiele złych rzeczy. Często szukałam w nieodpowiednim miejscu, reagowałam w grzeszny sposób. Rozpoczęłam studia jak najdalej od domu. Ukończyłam aktorstwo i na ostatnim roku się nawróciłam, tzn. zrobiłam zwrot od dotychczasowego życia do Jezusa Chrystusa.

Zaczęłam czytać Biblię, chodzić do kościoła, w którym tekst biblijny i rozważania tego tekstu stanowiły 80 % całości liturgii. Zaczęłam się modlić, pościć, kochać siebie i bliźniego i powoli zaczęły się zmiany we mnie i w moim życiu, a potem i w życiu najbliższych mi ludzi. W Biblii odnalazłam wiele odpowiedzi na swoje pytania. Dowiedziałam się, że Bóg mnie kocha i troszczy się o mnie więcej niż o ptaki i polne kwiaty, które są tak ładnie „wystrojone”. Czyli ja go interesuję, ale z jakiej racji? Przecież kopałam przeciwko niemu i plułam mu w twarz swoim zachowaniem, a on odpowiedział mi miłością, której nie rozumiałam. Dowiedziałam się, że Pan Jezus kocha mnie miłością wieczną i kochał mnie jeszcze w czasie, kiedy nie byłam po jego stronie. Dowiedziałam się, że nawet jeżeli mnie ojciec i matka opuszczą (a w pewnym sensie tak się czułam), On mnie nie opuści.

Pokochałam Jezusa Chrystusa, który zamiast mnie poszedł na śmierć i to za moje, a nie za swoje grzechy i zbawił mnie od wiecznej śmierci. Zaczęłam pragnąć żyć według tego jak Bóg mówi. Od tej pory fragmenty z 5 i 6 rozdziału Ewangelii Mateusza stały się dla mnie celem na co dzień razem z Listem Jakuba i Przypowieściami. Na trudne chwile czytałam Psalmy i Księgę Hioba, a Księga Rut i Księga Estery towarzyszyła mi jak nie wiedziałam czy wyjście za mąż za obcokrajowca jest czymś, co Bóg akceptuje, tym bardziej, że był niewierzący jak go poznałam. Zaczęłam układać swój światopogląd na podstawie słów Chrystusa i tego, co jest zapisane w Biblii „dla naszego przykładu, zbudowania, pocieszenia”.

Odnalazłam swoją tożsamość jako osoba i zaakceptowałam oraz pokochałam swoją tożsamość płciową dzięki Bogu. Wybaczyłam tacie i mamie za wyrządzone krzywdy, zranienia i wszystko, co w negatywny sposób rzutowało na mnie.

Modliłam się o nich bazując na tym tekście z Biblii: „Uwierz w Pana Jezusa a będziesz zbawiony, ty i twój dom” i mówiłam im o Jezusie. Na początku się bali, że zwariowałam i poszłam do sekty, ale lata mijały, ja się trzymałam „tej mojej nowej wiary” i skutki były pozytywne. Najpierw nawróciła się moja siostra i jej mąż. Teraz, 13 lat później są wspaniałymi rodzicami czwórki dzieci, ich dom jest otwarty dla innych, prowadzą kursy dla analfabetów, dla mniejszości romskiej, kursy rzemieślnicze, kluby dziecka, w których w ciekawy sposób przedstawiają różne ciekawe postacie z historii oraz z Biblii, a potem mają zajęcia z prac ręcznych w dwóch grupach – dla dziewczyn i dla chłopców; angażują się w organizowanie chrześcijańskich obozów letnich dla dzieci, odwiedzają domy dziecka i przedszkola z przedstawieniem kukiełkowym z dobrym przekazem. Nawrócił się też mężczyzna, którego pokochałam i który później został moim mężem i głową naszej nowej rodziny. Dzisiaj mamy wspaniałego synka Danielka, którym się opiekuję, a mój mąż po pracy angażuje się w akompaniowaniu chórowi gospel i w prowadzeniu Warsztatów Gospel. Nawróciła się mama, która była alkoholiczką 15 lat, przestała pić, ochrzciła się i żyje po Bożemu. Teraz kolej na tatę i na rodzinę mojego męża. Wierze, że i to się stanie. Chwała Bogu za wszystko!

(Historia Stefki z książki „Szczęściarz urodzony w PRL-u”)