Świąteczne wspomnienia

Jako małe dziecko, oczywiście w pierwszej kolejności kojarzyłem święta Bożego Narodzenia z prezentami. Chyba każde dziecko uwielbia prezenty! Tak więc i ja nie byłem tu wyjątkiem. W naszej rodzinie prezenty pojawiały się w wigilię już rano. Wstępem do tego było wspólne ubieranie choinki w przeddzień wigilii, które podsycało atmosferę niezwykłości i oczekiwania. Nie mogąc więc usnąć z niecierpliwości, wstawaliśmy skoro świt i biegliśmy co sił pod choinkę, by sprawdzić, co też tam tym razem znajdziemy… Wkrótce przestałem oczywiście wierzyć, że to Mikołaj umieszcza tam te prezenty, ale nie umniejszyło to mojej radości z otrzymywania podarunków.

Z czasem zacząłem cenić i inne elementy tradycji związanej ze świętami, jak spotkania z rodziną, wspólna kolacja albo śpiewanie kolęd. Jednak zawsze pierwszym, podstawowym skojarzeniem, jakie odzywa się w mojej świadomości gdy słyszę słowo „święta”, jest wspomnienie małego chłopczyka, biegnącego pod choinkę i rozpakowującego z zachwytem kolejne prezenty, jakie tam znalazł. Przypominam sobie od razu, jak dorastałem, otoczony nieprzerwaną miłością rodziców, będąc ich oczkiem w głowie i przedmiotem codziennej troski. Nie muszę dodawać, że są to miłe wspomnienia – chyba jedne z najpiękniejszych, jakie przechowuję w swojej pamięci.

Myślę, że wielu z nas z chęcią wraca do wspomnień z dzieciństwa. Dorosłe życie przynosi wiele obowiązków, wiele odpowiedzialności i niestety także – wiele rozczarowań. Dlatego czasami tęsknimy za czasami, w których nie musieliśmy martwić się o jutro, gdy to nas otaczano opieką, i gdy otoczeni byliśmy ludźmi znającymi rozwiązanie w każdej trudnej dla nas sytuacji. Potem – nastał czas dojrzewania, poznawania świata na własną rękę. Powoli, niedostrzegalnie wkroczyliśmy w dorosłość – etap, w którym to już na naszych barkach spoczywają obowiązki, to my musimy znajdować odpowiedzi. Życie nie jest już tak różowe i radosne, jak było kiedyś. Coś się zmieniło – coś, czego nie możemy odwrócić.

Wiem, że nie każdy miał ten zaszczyt, by wychować się w domu pełnym ciepła i miłości, gdzie doświadczył akceptacji, a nie odrzucenia. Dlatego pisząc te słowa myślę też o tych, którym całe życie upłynęło na tęsknocie za miejscem, które mogliby nazwać „domem”, za ludźmi, którym można powiedzieć „mamo” i „tato”, w których ramiona mogą się wtulić i zapomnieć o tym, co rani i boli. Nawet jeśli sami nie doświadczyliśmy takiego odrzucenia, wielu z nas przechowuje gdzieś w głębi serca bolesne wspomnienia sytuacji, gdy potrzebowaliśmy miłości, a odmówiono nam jej, chcieliśmy komuś zaufać, a odrzucono nas.

Każdy z nas potrzebuje miłości i akceptacji. Przez całe życie poszukujemy więzi z ludźmi, które pozwolą nam je znaleźć. Jednak często życie przynosi nam rozczarowania i frustracje. Zawiedzione nadzieje, niespełnione marzenia, ból i cierpienie – to wszystko sprawia, że znów powracamy do starych pytań, które zaczynają się od słowa „dlaczego?” Choć nie każdy przyzna się do tego otwarcie, ale pragniemy znaleźć odpowiedzi, które pozwolą nam zrozumieć otaczający nas świat i znaleźć pocieszenie wśród sytuacji, których nie jesteśmy w stanie pojąć. I chyba właśnie święta Bożego Narodzenia są czasem, który szczególnie sprzyja temu, by na chwilę przystanąć, odsunąć się od codziennych spraw i pomyśleć nad tym, co w życiu najważniejsze.
Być może nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo prawdziwe znaczenie tych świąt wiąże się właśnie z tym obrazem, jaki zarysowałem na początku. Dwa tysiące lat temu urodził się ktoś, kto na stałe zmienił historię świata. Lecz kim był tak naprawdę, i jakie było jego przesłanie skierowane do nas? Gdy czytamy jego słowa zapisane przez świadków z tamtych czasów, odkrywa się przed nami obraz niezwykły, w który trudno na początku uwierzyć. Obraz Boga, który tak bardzo kocha upadły ten świat, że posyła swojego Syna, aby każdy, kto tego pragnie, mógł znów pojednać się z nim na nowo. Mimo iż nasz upadek, nasza pycha i nasz bunt wobec Niego jest tak wielki, że tylko śmierć Syna może to odkupić – nie cofnął się przed tym. Bo miłość Ojca do swoich dzieci nie zna granic poświęcenia.

Czy rozumiesz już, czemu święta wciąż kojarzą mi się ze wspomnieniem małego, radosnego chłopca? Myślę o moim Ojcu w Niebie, który każdego dnia spogląda na mnie z miłością. O tym, jak wielki, niepojęty prezent mi ofiarował – życie swojego jedynego Syna, abym mógł poznać Go i żyć każdego dnia z nim . Czy jestem w stanie pojąć tą miłość? Na pewno nie – jest zbyt wielka, abym kiedykolwiek ją zrozumiał. Ale – dla dziecka miłość rodziców nie musi być zrozumiała. Ona jest oczywista. Dostępna każdego dnia.

Czy znasz już taką miłość? Czy wiesz, w jaki sposób ją przyjąć? Może wydaje ci się zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe – to że Bóg kocha ciebie, troszczy się o twoje życie, chce wziąć cię w ramiona tak jak ojciec swego ukochanego syna i poprowadzić przez to życie? Bóg istnieje. Czeka na ciebie dziś. Nie obiecuje ci tego, że odtąd całe twoje życie będzie usłane różami, ale możesz być pewien, że gdy szczerze mu zaufasz, zmieni On twoje życie i pozwoli doświadczyć własnej miłości, która przewyższa wszystko, co świat ma ci do zaoferowania.

Copyright © Ewangelia.pl