Prywatna wiara w sens istnienia.

Ja przyszedłem na świat jako światło, aby każdy, kto we Mnie wierzy, nie pozostawał w ciemności.

Ewangelia Jana 12;46.

Od zawsze szukałam sensu życia. Dobierając z poszczególnych religii świata, moim zdaniem najcenniejsze części, stworzyłam na własny użytek. Była ona jak budowla wzniesiona z elementów pochodzących z różnych epok i stylów architektonicznych. Była niedoskonała, dlatego cały czas coś korygowałam i zmieniałam. Po prostu wymieniałam w niej to „okno”, to „balkonik na pierwszym piętrze” itp. Po czasie sama zauważałam, że całość nie klei się, bo pewnych stylów i rozwiązań nie da się pogodzić bez szkody nie tylko dla estetyki, ale i trwałości budynku. Niemniej oficjalnie trwałam przy „wierze przodków”. Naprawdę szczerze prosiłam Boga, aby się mi objawił wtedy, gdy wszyscy w kościele klękali i wypowiadali słowa „Panie nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja”. Pragnęłam, aby moja dusza była uzdrowiona. Cały świat oceniałam przez pryzmat doświadczeń. Naoglądałam się w swym życiu mnóstwa ludzkich tragedii i stwierdziłam, że dopóki człowiek żyje, będzie kłamał, kradł i oszukiwał, bo „okazja czyni złodzieja”. Jednakże równocześnie mój rozum podpowiadał mi, że jest coś lub Ktoś, kto to wszystko poukładał według całkiem innych reguł. Wystarczy choćby popatrzeć na porządek panujący w przyrodzie, albo w matematyce. I tego Kogoś chciałam spotkać.

Wystarczy choćby popatrzeć na porządek panujący w przyrodzie, albo w matematyce. I tego Kogoś chciałam spotkać.

Nastał czas w moim życiu, gdy popadłam w długi nie do spłacenia na mój rozum. W tym czasie stopa procentowa kredytu w Polsce wynosiła 85% miesięcznie. (tak, tak)!. Miałam ochotę się zabić, ale powstrzymywała mnie myśl, że moje dzieci będą musiały tę pożyczkę spłacać. Moja desperacja w modlitwie do wszystkich świętych nie dała się porównać z żadnym wcześniejszym pacierzem. Najwyższą instancję – Boga omijałam, bo się Go bałam. Na odpowiedź czekałam i czekałam, ale bez rezultatu. W tym czasie miałam okazje spotykać ludzi wierzących. Wydawali mi się oni dziwni. Byli stale uśmiechnięci i spokojni. Przez czystą ciekawość zagadnęłam kiedyś o wyznanie jedną dziewczynę. Nie zauważyłam różnicy w nauczaniu o Trójcy Świętej od tego, co na ten temat słyszałam w swoim kościele. Z ciekawości zapytałam, czego naucza jej kościół na temat Marii, matki Jezusa. Kiedy usłyszałam, że była ona osobą świętą tylko w takim stopniu jak każdy inny człowiek, który przez wiarę przyjmie zbawczą ofiarę Pana Jezusa na krzyżu, byłam oburzona. Szczerze zabolało mnie takie stanowisko w tej kwestii, ponieważ byłam bardzo przywiązana do Maryi, jako do jedynej świętej współczującej w ludzkim cierpieniu. Ale inne rzeczy, jakie usłyszałam jeszcze przy tej okazji, były budujące.

Dowiedziałam się, że oddając Mu swoje życie, można wszystkie troski i kłopoty Jemu powierzyć i nie martwić się ich rozwiązaniem.

Po raz pierwszy dotarło do mnie, że Bóg kocha wszystkich ludzi. Słuchałam o Jezusie i Jego miłości. Dowiedziałam się, że oddając Mu swoje życie, można wszystkie troski i kłopoty Jemu powierzyć i nie martwić się ich rozwiązaniem. Wypytałam też jak można to zrobić, aby oddać życie Jezusowi, bo w tym nie widziałam żadnej sprzeczności, ani z „wiarą przodków”, ani z moim prywatnym przepisem na sens życia. Zapytałam też – „jak Bóg będzie mnie prowadził?”. Dostałam odpowiedź, że Bóg odpowiada przez swoje Słowo i dlatego mam je czytać, bo tam będzie odpowiedź.
Postanowiłam to wszystko sprawdzić. Pieszo wracając do domu, oddałam swoje życie Jezusowi, który odpowiedział mi często cytowanym w kościele wersetem – „Stoję u twych drzwi i kołaczę…” Poczułam się dziwnie. Zaraz po wejściu do domu wzięłam do ręki Biblię, która leżała zakurzona w kącie, żeby porozmawiać z Bogiem.

Ponieważ nie wiedziałam kim była moja rozmówczyni, zapytałam Boga – Kim jest ta dziewczyna? Do jakiego kościoła należy? Otworzyłam Biblię i położyłam palec na chybił trafił, a tam pisało: „I to jest dar przekazywania mojej wiary drugim”. Odłożyłam Biblię jakby parzyła i poszłam myć naczynia, ale myśl, że Święty Bóg do mnie mówi, a ja myję naczynia, nie dawała mi spokoju. Odmówiłam „Ojcze nasz” i zapytałam – bo taka już jestem dociekliwa – Jezu kim dla Ciebie jest Maria, oprócz tego, że była Twoją matką?”. Odpowiedź brzmiała: „Jest jednym z pospolitych ziaren tej ziemi” – Zabolało mnie ta informacja, ale skoro sam Bóg tak mówi? Zaczęłam płakać. Przypomniałam sobie słowa rozmówczyni o Jezusie i Jego ofierze za moje grzechy. Ostatnie pytanie jakie zadałam Bogu w tamten wieczór brzmiało: „Boże to co ja mam teraz robić, gdzie iść?”. Jego odpowiedź była prosta: „Pójdź za mną”.

Ostatnie pytanie jakie zadałam Bogu w tamten wieczór brzmiało: „Boże to co ja mam teraz robić, gdzie iść?”. Jego odpowiedź była prosta: „Pójdź za mną”.

Tego spotkania nigdy nie zapomnę. Zmieniło nie tylko moje życie, ale mnie samą. Dotychczasowe przekonania, na których opierałam sens życia runęły z hukiem. Zbudowałam całkiem nowy dom – piękny i jasny, na Skale którą jest Jezus Chrystus. Uchwyciłam się każdego słowa i każdej obietnicy zawartej w Biblii i tak staram się iść przez życie. „Stare przeminęło wszystko stało się nowe” – i wolne od grzechów przeszłości, dzięki ofierze mego umiłowanego Pana Jezusa Chrystusa. Nie mówię, że życie stało się beztroskie, ale nie jest w stanie mnie przygnieść – bo ciężar wszystkich trosk spoczywa na moim Panu, a On je wspaniale rozwiązuje. Długi spłaciłam. I nigdy, przenigdy nie zawiodłam się na Nim! Jest zawsze ze mną w ciężkich chwilach i moim pragnieniem jest być zawsze blisko Niego.

(Violetta)
(Historia Violetty z książki „Szczęściarz urodzony w PRL-u”)

 

Zamów nieodpłatny egzemplarz Ewangelii Jana.

Zachęcamy do udziału w Studium Biblijnym.