Opowieść o sprawiedliwym wodzu, czyli dlaczego Jezus umarł?

Dwie ociosane belki surowego drewna, a na nich umęczone ciało skazańca, wbijają się swym widokiem dogłębnie w duszę i przemawiają mocno, głęboko, boleśnie… Krzyż. Co takiego chrześcijanie w nim widzą? Po co było to wszystko? Jaki cel miała ta okrutna śmierć? Czemu Jezus się na nią zgodził? Co takiego ważnego jest w śmierci tego człowieka, że świat od 2000 lat nie może o niej zapomnieć?

Słyszałam kiedyś historię o pewnym wodzu, który słynął z dobroci, mądrości oraz ze swych sprawiedliwych wyroków. Za jego rządów wioska, w której sprawował władzę była przykładem praworządności. Dzięki jego mądrym decyzjom jego lud nie cierpiał głodu i cieszył się szacunkiem wśród okolicznych plemion. Prawa, które wódz wprowadził przyczyniły się do znacznego obniżenia zabójstw, kradzieży, gwałtów i ataków agresji w rodzinach.

Pewnego dnia w wiosce doszło do przestępstwa, które wódz, postanowił ukarać ze szczególną surowością tak, aby służyło to za przestrogę dla innych. Pewnej niezbyt bogatej, ale szanowanej rodzinie, podstępnie wybito wszystkie zwierzęta hodowlane, skazując ją tym samym na głód. Motywem prawdopodobnie była zemsta, bądź prywatne porachunki. Sprawca nie był znany. Wódz wydał wyrok, że za to przestępstwo sprawca zostanie ukarany surowym biczowaniem, podczas którego miał odebrać 40 razów. Będzie też musiał poszkodowanej rodzinie zwrócić trzykrotną wartość zabitej trzody.

Kilka dni później odkryto sprawcę i przyprowadzono go przed chatę wodza. Jak wielki był jego zawód i ból, gdy okazało się, że jest nim jego ukochany syn. Młodzieniec, mszcząc się za słowną zniewagę, jakiej dopuścił się jego rówieśnik z poszkodowanej rodziny, dokonał samosądu, w okrutny sposób skazując tę rodzinę na ubóstwo. Wódz, jako sprawiedliwy sędzia, nie mógł uchylić prawa, które sam zresztą nadał, zaś jako kochający ojciec, chciał ratować swego syna. Z bólem serca wydał więc werdykt: Zgodnie z wcześniejszym postanowieniem, syn wodza został skazany na chłostę i trzykrotne zadośćuczynienie majątkowe.

Ojciec wiedział, że jego syn może nie przeżyć tego wyroku. Czterdzieści batów mogło być zabójcze dla chłopca. Gdy młodzieńca przywiązano do słupa, przy którym miał odbyć swą karę, wódz zdjął z siebie okrycie, podszedł do chłopca i przytulił go, zasłaniając jego plecy swoimi. Nakazał biczowanie, przyjmując na siebie karę swojego syna. Następnie oddał poszkodowanej rodzinie trzykrotną wartość wybitej trzody. W ten sposób sprawiedliwości stało się zadość. Wyrok został wykonany. Syn zaś uszedł z życiem, dzięki miłości i łasce, jaką okazał mu ojciec.

Piękna historia, ale co ona ma wspólnego z krzyżem? Jakie ma odniesienie do Jezusa?

Bóg stworzył cudowny, doskonały świat i ludzi, którzy żyli w bliskiej więzi z nim. Jako Stwórca nadał też prawa, według których stworzenie miało funkcjonować, by żyć w szczęściu i harmonii. Dopóki ludzie przestrzegali nadanego przez Boga prawa, mogli żyć blisko Boga i cieszyć się doskonałym życiem. Równocześnie jednak wiedzieli, że odstąpienie od tych praw równało się zerwaniem więzi z Bogiem – Stwórcą i dawcą życia, czego konsekwencją miała być śmierć.

Niestety ludzie złamali Boże prawo. Nie ma na ziemi człowieka, który by tego nie uczynił. Wszyscy są winni i zgodnie ze sprawiedliwym prawem, jakie nadał Bóg, zasługują na śmierć. Bóg jednak tak bardzo ukochał zgubioną ludzkość, że postanowił sam na siebie przyjąć konsekwencje upadku człowieka i ponieść karę, jaka się nam, ludziom należała. By to uczynić sam musiał stać się człowiekiem.

Jezus to wcielony Bóg, Stwórca wszechświata, który żył i mieszkał pośród nas ludzi, i który niczym miłujący wódz – ojciec, o którym była powyższa opowieść, poniósł sam karę, należną według sprawiedliwego wyroku Boga każdemu z nas. To nie On powinien wisieć na krzyżu, tylko ty i ja. To nie On zawinił, by ponieść śmierć, ale każdy z nas. Dzięki temu, co uczynił, możemy odejść wolni od kary, uniewinnieni przed Bożym sądem, i znów mieć bliską więź ze Stwórcą. Sprawiedliwości stało się zadość. Wyrok został wykonany. My zaś możemy ujść z życiem, dzięki miłości i łasce, jaką okazał nam Bóg w Jezusie.

Trzeciego dnia po swojej śmierci Jezus zmartwychwstał i żyje do dziś. Jego zmartwychwstanie było potwierdzeniem, że On naprawdę jest tym, za kogo się podawał – wcielonym Bogiem, oraz że Jego śmierć nie była śmiercią kolejnego „męczennika za idee”. Śmierć Jezusa na krzyżu, ma moc przywrócić nam wieczne życie w Bożej obecności, jeśli tylko przyjmiemy ten dar z Jego rąk.

O tym, jak to uczynić, można przeczytać w tym artykule.