Nie-wesołych świąt!

Wyrażenie ‚Wesołych Świąt’ jest prawie na całym świecie praktycznie takie samo: Merry Christmas, Feliz Navidad, Joyeux Noel czy nawet trochę przydługo brzmiące Kung His Hsin Nien Bing Chu Shen Tan (w mandaryńskiej odmianie chińskiego) znaczą dokładnie tyle, co po polsku.
Nie do końca rozumiem, dlaczego ‚wesołych’. I zupełnie już nie umiem pojąć, czemu ‚świąt’.
Dla kogo one są wesołe?
Na pewno nie dla najbogatszych. Ich już nic, nawet prezenty, nie cieszą, co wykazują liczne filmy dokumentalne, poza tym prawie wszystkim ludziom bogatym bardzo daleko do szczęścia.
Dla bardzo biednych, czyli ponad miliarda ludzi na świecie, święta niewątpliwie radosne nie będą, chyba że można być radosnym, obserwując głodujące i umierające z głodu własne albo cudze dzieci.
Ty i ja należymy do tych pozostałych – gdzieś między ‚ledwo starcza do wypłaty’ a ‚mam sporo kasy’. Spytam wprost – czy uważasz, że w okolicach 25 grudnia będziesz cieszyć się wielką radością?
Zanim jednak podsumuję ową wesołość w świętach, zajmę się wpierw fenomenem o wiele ciekawszym – wyrazem ‚Święta’.
Co to jest ‚święto’? Definicja encyklopedyczna podaje, że to ogólne określenie szczególnych okresów, współcześnie – szczególnie dni wolnych od pracy, powtarzających się regularnie co rok. No i że święta mogą upamiętniać jakieś wydarzenia, podkreślać wagę pewnych problemów (np. społecznych lub związanych z ochroną przyrody), mogą też być okazją do uczczenia poszczególnych grup społecznych lub zawodowych.
Pytam więc –
po co jest święto Bożego Narodzenia?
Kto odpowie, że Święta Bożego Narodzenia upamiętniają Boże narodzenie, niechaj zastanowi się ponownie, bo nie ma nic dalszego od prawdy.
Łatwo mi się przyjrzeć Amerykanom, jako ze pracuję z nimi codziennie. Już w listopadzie zaczynają mówić o świętach, a od samego początku grudnia czynią przygotowania – obwieszają dom światełkami, kupują prezenty, myślą o potrawach świątecznych. Od połowy grudnia prawie cała Ameryka żyje świętami, w sklepach sączy się świąteczna muzyka, na ulicach pełno ludzi przebranych za czerwone krasnoludki – a raczej krasnoludy – (z jakichś dziwnych powodów nazywanych Świętymi Mikołajami) i kilkadziesiąt razy dziennie słyszysz ‘Wesołych Świąt!’ od znajomych, taksówkarzy, prezenterów radiowych czy sprzedawców w sklepach.
Wszyscy co chwila powtarzają, jak bardzo są podekscytowani zbliżającymi się świętami.
Jednak ani od nich, ani od krasnoludów dających moim dzieciom cukierki w centrach handlowych, ani od prezenterów radiowych – praktycznie od nikogo – nie słyszę ani słowa o Jezusie. Ani słowa o Jego narodzinach., ani o ich wspominaniu.
A w kościołach? Owszem, w kościołach o narodzeniu Jezusa się mówi. Ale kościoły to nie życie, a tylko mała część niedzieli. I to nie w kościołach obchodzi się wigilię, nie rozdaję się też tam prezentów.
A w domu? W przeciętnej polskiej rodzinie jest i tak dość dobrze – jeszcze w jakiejś części domów czyta się fragment Biblii i odmawia kilka paciorków. Co przekłada się czasowo na może pół procenta okresu świątecznego. Jednak i ten zwyczaj już zanika, a w innych krajach jest bardzo rzadko znany.
Czy jest już jasne, że Święta Bożego Narodzenia nic z Bożym narodzeniem wspólnego nie mają?
To już szczegół, że Jezus narodził się nie w grudniu, ale w hebrajskim miesiącu Tiszri – czyli na przełomie września i października. Zainteresowani mogą wpisać w Google ‚Kiedy narodził się Jezus’ i dostaną mnóstwo opracowań na ten temat.
Wesołe?
Wróćmy do pierwszego wyrazu wyrażenia ‚Wesołych Świąt’. Wesołych? Może dla niektórych. Fakt, są to dni wolne od pracy i dla niektórych rodzin jest to powód dla radości. Dla większości, niestety, powód do smutku, bo nie potrafią ze sobą przebywać.
Niektórzy może też potrafią wyżej postawić chwile ‚szczęścia’ niż całe dnie przygotowań i mnóstwo wydanych pieniędzy.
Czy wiesz, że najwięcej samobójstw jest w ciepłe miesiące? Zimą jest ich o wiele mniej – z wyjątkiem oczywiście Świąt Bożego Narodzenia. Wtedy liczba samobójstw wzrasta i to lawinowo.
Nie umiałem dotrzeć do pochodzenia wyrażenia ‚Wesołych Świąt’, ale podejrzewam, że wymyślili je handlowcy. A jeśli nawet nie wymyślili, to głównie dzięki nim to hasło nigdy nie zaginie. Jest doskonałą okazją do komercji – przecież wiele sklepów ma w grudniu większy obrót, niż w pozostałe 11 miesięcy razem wziętych.
Skutecznie ogłupieni powtarzamy więc zgodnym chórem: Wesołych Świąt! – zupełnie nie zastanawiając się nad tym, że na ogół ani nie są one wesołe, ani żadne to święta.
Czy można to zmienić?
Nie wierzę, że istnieje sposób na stworzenie naprawdę wesołych świąt. Ekscytacja prezentami rzadko trwa pięć minut, a beztrosko (o ile mamy takie szczęście) spędzony czas, natychmiast się zapomina, gdy wraca się do codziennego życia. Jest natomiast sposób na uczynienie całego swojego życia wesołym. Dokładniej rzecz biorąc – szczęśliwym.
Nawet, jeśli jesteś osobą młodą, na pewno masz za sobą mnóstwo prób zdobycia szczęścia. Do wielu z nich wciąż dążysz, ale pewne już osiągnąłeś. Czy to wymarzone mieszkanie, czy samochód, świetna praca, wyjście z długów, czy nawet ukochana osoba – widzisz, że szczęścia ci to nie przyniosło. Najwyżej na chwilę, później przyzwyczajamy się do wszystkiego. I wszystkich.
Sam mam za sobą mnóstwo takich prób. I po wielu latach nie mam już najmniejszej wątpliwości, że tylko jeden sposób ma sens.
Sposób ten – to właśnie ów Jezus, którego podobno urodziny obchodzi się w grudniu.
Zawiało nudą i przydługimi ceremoniami kościelnymi? O nie, nie o to chodzi.
Tak wielka radość!
Kiedy pytali się uczniowie Jezusa, do czego w skrócie porównuje swoje Królestwo Niebieskie, o którym sporo mówił i do którego tak zachęcał, odparł – do uczty weselnej. A jeśli wesela polskie są radosne, to żydowskie, z tamtych czasów, o wiele bardziej!
Autor największej ilości biblijnych Listów do chrześcijan, apostoł Paweł, napisał bardzo krótkie i niezwykle rzeczowe podsumowanie owego Królestwa – że jest to ‚sprawiedliwość i pokój, i radość w Duchu Świętym’. (List do Rzymian 14:17)
Tragiczną paranoją dzisiejszych czasów są ludzie, podający się za wierzących, a niemający nic wspólnego ani ze sprawiedliwością, ani pokojem, ani radością. Znaczna większość ludzi, których znasz, jest właśnie takimi.
Ale czy fakt, że większość Polaków kaleczy język angielski albo w ogóle go nie zna, jest dowodem na to, że język ten nie istnieje, albo przynajmniej nie istnieje w poprawnej, czystej formie?
Nie, nie jest to żadnym dowodem. To tylko oznacza, że większość Polaków tego języka się nie nauczyła. Tak samo, jak większość Polaków nigdy nie zadała sobie trudu poznania Jezusa Chrystusa i Jego Królestwa. Jeśliby poznali, wiedzieliby dobrze, co to radość.
I nie potrzebowaliby do tego żadnych świąt.
Tacy ludzie istnieją. Jestem jednym z nich, znam sporo innych, a na całym świecie są ich miliony.
Tu, na stronie Ewangelia.com staramy się opowiadać o naszej radości i pomagać innym odnaleźć to, co sami odnaleźliśmy – Radość. Jedyną w swoim rodzaju, która nie nudzi się i nie gaśnie.
Możesz, jak większość ludzi, dalej szukać szczęścia – na tym jednak upłynie całe twoje życie i nigdy ono nie nastąpi – poza momentami.
Możesz jednak odnaleźć Radość, która nie tylko da Ci spełnienie za życia, ale i uspokoi co do twego losu po śmierci.
Może znasz kogoś, u kogo ta radość jest widzialna (zresztą, co to za radość, która nie jest widzialna) i coś ci się kojarzy, że to ma związek z Bogiem. Idź, wypytaj, a nigdy nie pożałujesz. Albo możesz też napisać do nas.
Czego zatem ci życzę?
Nie-wesołych świąt.
Prawdziwie radosnego życia!