Nie miałam wiele szczęścia.

Praca największą wartością człowieka.

Nie miałam wiele szczęścia. Nie wiem nawet czy byłam oczekiwanym dzieckiem.

Ale na pewno byłam dzieckiem, które przypominało swojej matce o popełnionym błędzie – byłam owocem zdrady małżeńskiej. Z dzieciństwa pamiętam moją babcię, która pomimo wielu tragedii nie straciła miłości i szacunku dla ludzi, moją wiecznie zapracowaną mamę, z poranionymi ostrą przędzą palcami, która wciąż powtarzała, że praca jest największą wartością człowieka, i pijanego ojczyma, który biciem próbował zdobyć mój szacunek i miłość, a kiedy brał mnie na kolana i przytulał, to nie z ojcowskiej miłości. Wyrządzono mi wiele zła, ale i ja krzywdziłam ludzi wokół siebie. Moja mama miała z mojego powodu wiele nieprzespanych nocy. Dopóki uczyłam się, było prawie dobrze: dużo czasu spędzałam w klubie sportowym, grałam w teatrze i kabarecie, pisałam wiersze.

Źle zaczęło się dziać, kiedy znalazłam pracę. Pracowałam ciężko i miałam dużo pieniędzy. Wynajęłam mieszkanie, wyprowadziłam się z domu. Moi znajomi zostali zastąpieni przez nowych znajomych. Zaczęłam pić, pojawiali się w moim życiu nowi mężczyźni. W końcu zaczęłam brać narkotyki. Wtedy też zabiłam swoje pierwsze, nienarodzone dziecko. I wtedy Bóg dotknął mnie po raz pierwszy.

Kiedy coraz bardziej pogrążałam się i tonęłam w ludzkim bagnie, Pan Bóg pokazał mi umierającego narkomana.

Zrozumiałam, że chcę żyć. Zaczęłam się leczyć. W ośrodku poznałam późniejszego ojca mojej córki – on też był pacjentem. Na świecie pojawiła się Anna Maria. Stanowiliśmy rodzinę, ale nie było w niej Boga. Ojciec Ani zaczął pić, coraz częściej podnosił na mnie rękę. Nie chciałam tak żyć, nie tak miał wyglądać świat mojego dziecka. Zagroziłam ojcu Ani, że jeżeli się nie zmieni, odejdę od niego. Zaczął leczenie i wkrótce zmarł. Okazało się, że znowu brał narkotyki.

Musiałyśmy z córeczką Anią opuścić dotąd zajmowane mieszkanie. Zostałam sama z dzieckiem. Zaczęłam wynajmować mieszkania i ciężko pracować. Nigdy nie bałam się ciężkiej pracy. Moja mama nigdy nie wierzyła, że uda mi się usamodzielnić. Teraz myślę, że zawsze pragnęła, abym wróciła do domu. Wciąż szukałam miłości. Bardzo pragnęłam, aby mnie ktoś pokochał. Poznawałam wielu ludzi, ale to nie było to, czego szukałam. Mój szef zamykał firmę, w której pracowałam jako sekretarka i grafik komputerowy. W tym samym czasie moi znajomi zaproponowali mi wspólną pracę w tworzeniu Ośrodka dla Kobiet na Dolnym Śląsku. Zgodziłam się na ich propozycję. Ania miała wtedy sześć lat. Życie powoli przepływało mi przez palce.

Tęskniłam za miłością, a żaden z moich romansów tego pragnienia nie zaspokajał.

Pod koniec 2003 roku zachorowałam na raka piersi. W styczniu 2004 roku, w czasie operacji, okazało się, że choroba zaatakowała również węzły chłonne i trzeba usunąć nie tylko pierś, ale również węzły chłonne z prawej ręki. Rozpoczęłam chemioterapię.

I wtedy spotkałam ludzi chodzących z Bogiem, którzy dali mi w prezencie mały niebieski egzemplarz Nowego Testamentu Gedeonitów i zachęcali do przeczytania.

Widziałam ich radość, bezinteresowność i miłość. Światło, które nie oślepiało, ale w którym można się było ogrzać. Ale i wtedy nie myślałam o Bogu jako twórcy tego dzieła. Następnie wyszłam za mąż. Teraz myślę, że bardziej z lęku przed samotnością – miałam przecież czterdzieści dwa lata. Mój mąż zaczął pić, a za swoje dawne przestępstwa trafił do więzienia. Moi starzy znajomi odsunęli się ode mnie i zostawili samą. Straciłam pracę, którą kochałam. Tylko ludzie nowego kościoła stali przy mnie. Nie oceniali – po prostu byli.

Wróciłam do rodzinnego miasta. Odszukałam kościół, zaczęłam przychodzić na nabożeństwa. Bóg mnie przemieniał. Nawet moja mama – osoba bardzo zasadnicza i rzadko ustępująca – zmieniła godzinę niedzielnego obiadu. I wtedy Bóg do mnie przemówił. W trakcie nabożeństwa, w czasie którego kilka osób przyjmowało chrzest, wstałam i oświadczyłam, że chcę iść z Bogiem, że Jezus Chrystus jest moją drogą, prawdą i życiem. Minęło już trochę czasu od tej chwili.

Moje życie nie stało się lżejsze. Moje życie nabrało po prostu innej wartości.

Nadal popełniam błędy, nadal zdarza mi się zgrzeszyć, ale teraz już wiem, że jest Ktoś, kto kocha mnie najbardziej na świecie, dla którego jestem najważniejsza. To Bóg – i wiem, że zrobię wszystko, by tej miłości nie stracić.

                                                                                                             Honorata.

(Historia Honoraty z książki „Szczęściarz urodzony w PRL-u”)

Zachęcamy do udziału w darmowym Studium Biblijnym, jak i do nabycia nieodpłatnego egzemplarza Ewangelii Jana.