List rozpaczy…

Byłam przeciętną kobietą, żoną i matką, życie różnie się układało miałam problemy i kłopoty jak spora grupa kobiet w tym kraju. Walczyłam, stawiałam opór, innym razem poddawałam się. Któregoś dnia postanowiłam komuś opowiedzieć co przeżywam, co mnie trapi. Nie było przy mnie takiej osoby więc postanowiłam opisać moje życiowe zmagania mojej dawnej koleżance. Koleżanka mieszka daleko więc nie będę mogła nawet widzieć wyrazu jej twarzy gdy przeczyta mój list. Wylałam na papier całą siebie. List był bardzo długi. Gdy czytałam aby nanieść ewentualne poprawki łzy spływały mi po policzkach i schodził ze mnie ciężar moich przeżyć. Listu nie wysłałam nie było już takiej potrzeby.

W niedługim czasie zostałam zaproszona przez sąsiadkę na nabożeństwo do kościoła ewangelicznego. Początkowo się wzbraniałam, ale obserwując ją zauważyłam w niej duże zmiany na lepsze. Też pragnęłam takich zmian. Poszłam na kolejne nabożeństwo niedzielne. Słysząc pieśni chwały dla Jezusa, modlitwy mężczyzn i kobiet w których błagali Boga o przebaczenie grzechów i siły do zwycięskiego życia. Zapragnęłam żyć dla Niego. Teraz jestem wolna od strachu o moją przyszłość za życia i po śmierci.

„Teraz jestem wolna od strachu o moją przyszłość za życia i po śmierci.”

Bóg jest dobry przekonałam się, że tak jest. On swoje słowo wypełnia bo to co obiecuje ma moc wypełnić. Miałam nasz mały biznes, sklepik wędkarski. Gdy rosły problemy z nim związane chciałam z niego zrezygnować ale mój mąż mocno sprzeciwiał się abym to uczyniła. Narastały z tego powodu domowe konflikty. Poprosiłam Pana Jezusa o pomoc bo dochodziło do tego, że wzmagała się we mnie nienawiść do wcześniej bardzo kochanej osoby. Pewnego wieczoru poprosiłam męża aby otworzył Biblię i sam wskazał palcem werset, który będzie odpowiedzią Pana Boga na nasz problem. Bóg mnie nie zawiódł dał odpowiedź na moje wołanie, były to Przypowieści Salomona 17:1 „Lepsza kromka suchego chleba i przy tym spokój niż dom pełen mięsa a przy tym kłótnie”. Mój mąż słyszał dużo o Jezusie, po przeczytaniu tego wersetu był pewien, że to sam Bóg przemawia do niego. Wzruszył się bardzo i zgodził się na likwidację sklepu.

„On swoje słowo wypełnia bo to co obiecuje ma moc wypełnić.”

Potem życie się toczyło łatwiej i spokojniej. Ufałam Jezusowi, a mąż żył dalej po swojemu. Nasi synowie dorastali i robili się przekorni nie zawsze chcieli ze mną jechać na nabożeństwa. Ale było tak co mama powie o Bogu to prawda i nie raz sami zwracali się do Jezusa o pomoc w trudnych sytuacjach. Mąż nadal doświadczał Bożej obecności w swoim życiu. W 2001 roku znalazł się w szpitalu po silnym bólu brzucha. Okazało się, że kamienie w woreczku żółciowym podrażniły przewody i powstał krwotoczny stan trzustki, parę godzin przed operacją w stanie omdlenia z bólu powierzył swoje życie Jezusowi. Modliliśmy się usilnie, wszyscy znajomi, rodziny, dzieci. Lekarze nie dawali żadnych szans na przeżycie, trzustka się rozpadała, miał zalane płuca, nerki i jak stwierdził lekarz całe spustoszone wnętrze.

Podczas modlitwy w szpitalu przy drzwiach bloku operacyjnego, poprosiłam Ducha Świętego aby mnie poprowadził tak jak Bóg chce aby się Jego wola spełniła, i już nie mówiłam tylko zapisywałam Duch Święty przypomniał mi słowo jak uczeń Jezusa Piotr chciał przyjść do Niego po wodzie, ale zobaczył duże fale i się przeraził  wpadł do wody wtedy zaczął wołać Jezu ratuj. Zapisując to w notesie zaczęłam wołać; Panie tak jak Piotra wyciągnąłeś z otchłani wód tak wyciągnij mojego męża z otchłani tej choroby. Z bloku operacyjnego wyszła pani doktor i podniosła kciuk u ręki do góry oznaczało to że trzustka przestała się rozkładać. Pan powiedział mężowi w czasie jak odszedł do Niego podczas kolejnej operacji że; to nie ten czas, że musi wracać bo ma dużo rzeczy do zrobienia i mąż wrócił do domu po przeszło czterech miesiącach pobytu w szpitalu. Uczył się na nowo chodzić i żyć, ale już z Bogiem.

Po tych przeżyciach wyjechaliśmy w rodzinne strony męża na Pomorze. Pan był cały czas z nami w każdej potrzebie w każdej trosce możemy Mu zaufać. Kilka lat później mój mąż odszedł świadomie w pokoju, że będzie w domu Pana. Bóg mnie wspiera cały czas wiem to i kocham Go. On mnie nigdy nie opuści jestem Mu wdzięczna za przyjaciół rodzinę znajomych za łaską. Staram się żyć tak aby ufać Bogu, a nie polegać na własnym rozumie.

„Jedynie w Bogu jest uciszenie duszy mojej, Bo w nim pokładam nadzieję moją!
Tylko On jest opoką moją i zbawieniem moim, Twierdzą moją, przeto się nie zachwieję.”

Psalm Dawidowy 62:6-7.
(Historia Zofii Waszak z książki „Szczęściarz urodzony w PRL-u”)

Zamów nieodpłatny egzemplarz Ewangelii Jana.

Może chcesz się spotkać i porozmawiać o swojej relacji z Jezusem Chrystusem.