Już nie boję się śmierci

Chciałem opowiedzieć Wam o tym, jak Bóg uczynił moje życie sensownym i spokojnym.
Gdy byłem małym dzieckiem, 4-5 lat, lubiłem oglądać przygodowe filmy w telewizji. Jednak najgorsze było to, że każdy film się kończył. Wtedy ja zaczynałem płakać, bo chciałem, aby film trwał dalej. Czy to nie komiczne? Ale Bóg już wtedy dawał mi coś ważnego do zrozumienia, że wiele rzeczy się kończy.
Także w tym wieku zacząłem bać się śmierci. Wiedziałem wtedy, że jest to zupełny koniec życia. Myślę, że powodem moich przemyśleń były pogrzeby wujków i cioć, na które byłem zabierany przez rodzinę. Często wtedy płakałem przed zaśnięciem, a gdy przychodziła mama, czy babcia, dowiadywały się, że martwię się tym, iż ja też umrę. Mnie też zatrzasną w trumnie, zasypią ziemią i to będzie mój koniec – wieczna samotność. Słyszałem wtedy, że przeżyję jeszcze długie życie i zdążę się nim nacieszyć. Ja jednak myślałem: co mi po takim życiu, które kończy się w trumnie.
Gdy byłem w wieku szkolnym i zaczynały się wakacje, to nie potrafiłem się nimi cieszyć, bo radość była przytłumiana myślą, że zbliża się nieuchronnie ich koniec.
Dzisiaj mówię to samo: życie, które kończy się śmiercią, jest straszne i nie ma sensu. Czy biznesmen, który wiedziałby, że na pewno zbankrutuje, zaczynałby swój interes? To byłoby bez większego sensu.
Pewnego dnia spotkałem Chrystusa. Zaprosiłem Go, aby wszedł we mnie i zamieszkał w moim życiu. Chrystus jest większy od śmierci. On ją pokonał. On mnie strzeże i dlatego PRZESTAŁEM BAĆ SIĘ ŚMIERCI. Jestem na zawsze z Chrystusem i umrze tylko moje ciało, a przy zmartwychwstaniu dostanę inne – nieśmiertelne. Teraz moje życie ma już sens, bo się nie skończy. Jestem szczęśliwy i spokojny, żyjąc w prawdziwym kontakcie z Bogiem wszechświata. On troszczy się o mnie i tak już będzie na zawsze.
Przeżyłem wiele trudnych chwil i nadal nie zmieniłem zdania. Pan Jezus powiedział:
„Owce moje głosu mojego słuchają i Ja znam je, a one idą za mną. I Ja daję im żywot wieczny i nie giną na wieki, i nikt nie wydrze ich z ręki mojej.”

Robert Kościuszko