Dziś dziękuję Bogu, że otworzył w porę moje oczy!

Pochodzę z małego miasteczka z tradycyjnej religijnej rodziny. Kiedy miałem roczek mama rozeszła się z ojcem, który był alkoholikiem, po jakimś czasie wyszła ponownie za mąż za kochanego człowieka, który wziął na siebie ciężar wychowania mnie i mojego brata. Jako mały chłopiec na swój sposób pojmowałem Boga i ufałem Mu, chodziłem do kościoła, modliłem się, jednak nigdy wiara w Boga nie była żywa w moim sercu.

W miarę jak dorastałem w otaczającym mnie środowisku moja religijność stawała się coraz słabsza, zwyciężyła chęć zaimponowania kolegom. Ukryte kompleksy i potrzeba zdobycia akceptacji coraz bardziej popychały mnie w tzw. „złe towarzystwo”. Stałem się ateistą. Nie dostrzegałem zagrożenia wynikającego z mojego postępowania, liczyło się dla mnie, że było wesoło, dużo znajomych, coraz częstsze wyjścia na piwo i do dyskoteki, papierosy, można powiedzieć standard młodzieżowego życia. Uczyłem się dobrze, zdałem do liceum, gdzie oczywiście było jeszcze większe „towarzystwo” do wspólnej zabawy.

GrzegorzKrauza

W domu rodzice nie mieli ze mną problemów, po zajęciach każdego dnia pomagałem im w ich pracy, miałem ich zaufanie. Jednak w rezultacie prowadziło to do coraz większej samowoli, a to popychało mnie z kolei do coraz to nowszych eksperymentów. W tym okresie do miasteczka, w którym mieszkałem trafiła marihuana i oczywiście byłem jednym z pierwszych, który się tym faktem zainteresował, sam zachęcałem innych. Początkowo paliłem okazjonalnie, ale z czasem zacząłem sięgać coraz częściej… Teraz, gdy patrzę wstecz, widzę, że najgorszym było to, że w moim mniemaniu to, co robiłem nie było czymś złym, zasługującym na potępienie, przecież dobrze się uczyłem i nie robiłem nikomu krzywdy itp. Dziś wiem, że szatan chce abyśmy tak myśleli, i dlatego na butelkę z trucizną nakleja piękną etykietę. Tak naprawdę dopiero teraz rozumiem ile krzywdy wyrządziłem sobie i innym…Byłem dorastającym chłopakiem, który nie mógł usiedzieć w domu, nawet rodzice z czasem zauważyli, że koledzy są dla mnie najważniejsi. Dostałem się na studia. Trafiłem do dużego miasta, do akademika, gdzie miałem jeszcze większą swobodę. Marihuana była dla mnie „chlebem powszednim”, zacząłem próbować amfetaminy, nosiłem „różowe okulary”, przez które świat wydawał mi się piękny i łatwy…

I tak było do końca pierwszego semestru. Od dziecka miałem świadomość, że w moich genach zakodowana jest skłonność do nałogów, zawsze jako dziecko obiecywałem sobie, że nie będę taki jak mój biologiczny ojciec… Niestety stawałem się dokładnie taki sam… dziś dziękuję Bogu, że otworzył w porę moje oczy!

Pewnej niedzieli po zaliczeniu pierwszej sesji poszedłem do kościoła, aby się pomodlić. Nie wiem dlaczego, ale poczułem taką potrzebę. W pustym kościele w ciszy modliłem się do Boga, żeby zdjął te „różowe okulary” z moich oczu, że już tak dłużej nie mogę i nie chcę żyć, przyznałem, że jest to ponad moje siły, aby się samemu zmienić i zerwać z tym życiem, które choć tak bardzo mnie pociągało niszczyło mnie…

Bóg odpowiedział na to wołanie i zaczął zmieniać moje życie. Minęło kilka dni, może tygodni, nagle pojawiło się silne uczucie lęku i braku motywacji. Nie wiedziałem, co się dzieje, zawsze miałem tej energii aż nadmiar! Doszedłem do wniosku, że jest to zapewne związane z moimi używkami i natychmiast odruchowo nabrałem do nich wstrętu…

Wtedy jeszcze nie rozumiałem, co tak naprawdę się stało. Kontynuowałem studia, znalazłem pracę dorywczą, na pozór było wszystko dobrze, pozostawała jednak pustka w sercu i pytania bez odpowiedzi.

Po półtorej roku poznałem pewną osobę, z którą zacząłem spędzać dużo swojego czasu. Ta osoba była chrześcijanką i zaczęła opowiadać mi o Bogu, głosiła mi ewangelię. Kiedy dowiedziałem się od niej, że Jezus umarł za WSZYSTKIE MOJE GRZECHY nie wiedziałem jak się do tego ustosunkować.

Dotychczas wiedziałem, że Jezus umarł za grzech, ale za ten „ Adama”, ale za mój?! W moim sercu rozgorzała walka. Zostałem zaproszony na nabożeństwo i tam po raz pierwszy zobaczyłem ludzi, którzy wielbią Boga i modlą się tak, jakby On był pośród nich obecny. Zapragnąłem doświadczyć tego, co oni. Otworzyłem swoje serce na Boga i wtedy Bóg przypomniał mi to jak się modliłem wcześniej sam w pustym kościele, zrozumiałem, że to, co wydarzyło się w moim życiu od tamtej pory to był jedyny sposób, aby wyrwać mnie z nałogu. Wtedy oddałem swoje życie Jezusowi; Bóg dał mi drugą szansę, nowe życie.

Od tego momentu dużo się zmieniło, moje serce wypełniła radość ze zbawienia. Bóg zmienił i wciąż zmienia moje myślenie, kiedyś nadto troszczyłem się o swój byt, Bóg dał mi radość z tego, co mam. Nie oznacza to, że wszelkie troski zniknęły, pewnie życie przyniesie ich jeszcze sporo, jednak wiem, że jestem dzieckiem Bożym a On dba o mnie i wie, czego potrzebuję i co jest dla mnie najlepsze. Nie jestem doskonały i wiem, że w moim sercu jest jeszcze wiele pracy do wykonania, ale oddaje to Bogu i wiem, że On chce mnie kształtować na swoje podobieństwo każdego dnia.

Grzegorz Krauza

Więcej o Grzegorzu dowiesz się tutaj: www.koinonia.pl