Czas nie stoi w miejscu.

„Prowadźcie wśród pogan życie nienaganne, aby ci, którzy was obmawiają jako złoczyńców, przypatrując się bliżej dobrym uczynkom, wysławiali Boga w dzień nawiedzenia.”

List Ap. Piotra 2;12.

Jezus Chrystus, w jednej z przypowieści, przyrównał Królestwo Boże do procesu wzrostu ziarna wrzuconego w rolę. Moje nawrócenie miało właśnie taki charakter. Urodziłem się w 1952 roku, w małej miejscowości, gdzie osiedlili się po wojnie „wierzący”, tak sami siebie nazywali. Przybyli tu przesiedleni z Kresów. O ludziach z tej społeczności mogę powiedzieć wiele ciepłych słów, pomimo, że w tamtym czasie oficjalnie uważano ich za innowierców, heretyków, to ja osobiście podziwiałem ich za ich inność. Jako mały chłopiec wybiegałem do furtki aby powiedzieć „Chwała Bogu!” starszej kobiecie z tej społeczności, bo wiedziałem, że ona to lubiła. Wtedy głaskała mnie po głowie i odpowiadała z radością w swoim wschodnim narzeczu „Sława Bohu!”. Do dzisiaj pamiętam, kiedy to jeden z tych wierzących, wyrządził słowną przykrość mojemu ojcu. Ten człowiek wieczorem tego samego dnia ze łzami w oczach błagał ojca o wybaczenie. Jego bracia upomnieli go za niewłaściwe zachowanie wobec sąsiada. Takie sytuacje zapadały mi głęboko w pamięci, widziałem w nich, konsekwencję w przestrzeganiu Bożego prawa.

Ten człowiek wieczorem tego samego dnia ze łzami w oczach błagał ojca o wybaczenie.

Czas nie stał w miejscu, a świadectwo wydawane przez tych ludzi było jak to ziarno wrzucone w ziemię, przykryte ideologiami funkcjonującymi w świecie. Miałem szczęście wychowywać się pod opieką mądrych i uczciwych rodziców, w bojaźni do Boga. Nigdy nie słyszałem przekleństw ani awantur. Nie widziałem też nigdy pijanego ojca. Wychowywano nas w poszanowaniu godności innych, uczono ofiarności, współczucia i chęci niesienia pomocy potrzebującym. O nieuczciwości, brutalności czy zrobieniu komuś krzywdy nawet nie było mowy. Byłem więc grzecznym chłopcem, nie używałem wulgaryzmów, nie paliłem papierosów i nie piłem alkoholu w okresie kiedy bez mała wszyscy rówieśnicy to robili. Dobrze się też uczyłem i dobrze sprawowałem w szkole. Kreowano mnie na księdza, co wzbudzało dumę u mojej mamy. Przyszedł jednak czas młodzieńczy, szkoła średnia, studia. Jak się okazało, nie byłem taki doskonały, nie mniej jestem wdzięczny Bogu za rodziców, których zasady wpojone w młodości pozwoliły mi przetrwać trudny okres dojrzewania.

Z tego okresu pamiętam, że wymyśliłem sobie swój własny sposób na zbawienie; wobec faktu, że nie mogłem wykonać dziesięciorga przykazań, bo zawsze mi czegoś zabrakło, pomyślałem, że najlepiej było by zginąć za wiarę.  Wtedy Bóg nie mógł by mnie już na pewno potępić. Rzeczywiście bowiem chodziło o śmierć tyle tylko, że nie o moją, ale samego Jezusa Chrystusa.

…nie mogłem wykonać dziesięciorga przykazań, bo zawsze mi czegoś zabrakło…

Boże Słowo, które zostało kiedyś zasiane wydało źdźbło. Jeszcze nie kłos i ziarno – ale rosło we właściwym kierunku.

Gdy skończyłem 30 lat przeczytałem książkę napisaną przez Henryka Sienkiewicza „Quo vadis”. Moją uwagę przykuła autentyczność życia pierwszych chrześcijan. Mieli w sobie niesamowitą wiarę, która kazała im iść z radością nawet na śmierć. To zmobilizowało mnie do szukania kontaktu z żywym Bogiem. Postarałem się o Biblię, którą czytałem zachłannie w każdym wolnym czasie. Wręcz chłonąłem werset po wersecie. Zacząłem zgłębiać stan moich wierzeń i zachowań religijnych. Zacząłem szukać prawdy we własnej społeczności w jakiej się wychowałem. I Bóg mi świadkiem, że nie było we mnie nic z buntu czy potrzeby negacji. Nie! Ja chciałem po postu lepiej służyć Bogu i dlatego wszystkie ceremonie religijne musiały mieć głębokie uzasadnienie w Woli Bożej, czyli miały być zgodne z Biblią, a niestety nie były.

Im bardziej wgłębiałem się w prawdy swojej wiary odziedziczonej po rodzicach, tym więcej widziałem rozbieżności.

Im bardziej wgłębiałem się w prawdy swojej wiary odziedziczonej po rodzicach, tym więcej widziałem rozbieżności. O dziwo nie bolało mnie to, ani nawet nie czułem się oszukany, czy zwiedzony, nic z tych rzeczy. Prawda Słowa Bożego dawała mi radość poznania i obdarzała pokojem i pewnością, że idę dobrą drogą. To był radosny marsz ku Bogu, a nie intelektualny wybór „lepszego kościoła”. Było naturalne, że zafascynowany Bogiem i Jego Słowem, szukałem podobnie myślących wokół siebie. Ponieważ, jak już wspomniałem, w dzieciństwie spotkałem ludzi, którzy szanowali Słowo Boże, bardzo szybko ich odnalazłem i nawiązałem żywe relacje. Tam też dowiedziałem się, że kto uwierzy w sercu, że Bóg wskrzesił Jezusa z martwych i wyzna ustami, że Jezus Chrystus jest Panem, będzie zbawiony. Wyznałem to przed Bogiem i w ten sposób narodziłem się na nowo, pieczętując Przymierze chrztem wodnym. Moje nawrócenie miało miejsce w 1982 roku. Od tej pory, dzięki Łasce Bożej, nigdy od Boga nie odszedłem. Miałem gorsze momenty relacji z Nim, ale On ze mną miał zawsze tak samo mocne i niezmiennie trwałe. Wierzę, że zostałem powołany do Jego Królestwa przed założeniem świata i do dnia dzisiejszego pokładam nadzieję w Chrystusie, tak co do życia wiecznego, jak i co do potrzeb ziemskich. Wierzę, że jestem zbawiony z Łaski przez przebaczenie grzechów na mocy ofiary Jezusa Chrystusa. Tak to oto historia mojego nawrócenia dobiega końca. Ziarno skiełkowało, był okres źdźbła, ale też pojawił się kłos z ziarnami, który jako dojrzały został zżęty przez Boga w momencie gdy On sam powołał mnie do swojego Królestwa. Dzisiaj mam 63 lata, z natury rzeczy czas mojego pielgrzymowania dobiega końca. Na tyle jednak, na ile Bóg daje zdrowia, staram się służyć, głosząc na różne sposoby Jego Ewangelię zbawienia z Łaski.

Wierzę, że jestem zbawiony z Łaski przez przebaczenie grzechów na mocy ofiary Jezusa Chrystusa.

(Historia Edwarda Florczaka z książki „Szczęściarz urodzony w PRL-u”)

——-
Zachęcamy do udziału w Studium Biblijnym by sprawdzić jak się rzeczy mają.

——-
Zamów nieodpłatny egzemplarz Ewangelii Jana.

——-
Nie marnuj czasu i spotkaj się, by porozmawiać o swojej relacji z Jezusem