Co nas czeka w nowym tysiącleciu?

Co nas czeka w nowym tysiącleciu? Niezależnie od tego, co przyniesie przyszłość, na czym możemy się oprzeć, by zmierzyć się z nią z pewnością i nadzieją?

Żyjemy w ciekawych czasach. Wydaje się, że sprawy na ziemi coraz bardziej przyśpieszają swój obrót. Telefony komórkowe, pagery, informacje zalewające nas z wszechobecnych głośników, e-maile, e-komercja. Życie czasem wydaje się jednym wielkim teledyskiem w MTV. Cięcie tu, cięcie tam, następne ujęcie, następne życiowe doświadczenie. Wszystko dookoła gwałtownie się zmienia, a prym w tych zmianach wiodą Stany Zjednoczone. Amerykańskie filmy, programy telewizyjne i Internet są teraz wszędzie. Spójrz na dowolny kraj trzeciego świata, a zobaczysz trzcinową chatynkę z telewizorem podłączonym do prądnicy i antenę zatkniętą na krytym strzechą dachu.

Ale czy to są zmiany na lepsze? Aby przyciągnąć jak najszerszą widownię, scenariusze wielu programów są „przygłupiane”, tak by poziomem nie przekraczały progu gimnazjum. Większość z nich nie wymaga prawie żadnego wysiłku intelektualnego. Jak to ktoś zgrabnie ujął, jesteśmy „odmóżdżani” przez telewizję. W jakiś sposób era technologiczna pozbawia nas pasji, duszy, nawet poczucia bezpieczeństwa. Dzisiaj rodzina nie zapewnia już takiej stabilizacji jak niegdyś, przyjaźń często jest tymczasowa, a przez zmienność gospodarki światowej w każdej chwili możesz stracić posadę. Największe życiowe pewniki są zagrożone. Jednak wielu zdaje się tego nie zauważać. A może dziecinniejemy? „Nakarm mnie, przewiń, ułóż i tylko nie zmieniaj kanału, uwielbiam ten talk-show”.

To zdziecinnienie może być związane z tempem naszego życia. Nabrało ono takiego rozpędu, że trudno jest się zatrzymać, aby je przeanalizować. Wszystko jest w ciągłym ruchu i od nas wymaga tego samego. To tak jakby technologia i cały świat dookoła przejęły nad nami kontrolę. Kiedy tak naprawdę mamy czas, aby szczerze zastanowić się nad własnym życiem i nad tym, co jest dla nas najlepsze?

Pewnego dnia może się okazać, że poświęcamy czas karierze, w której niekoniecznie się spełniamy, że przestajemy z ludźmi, których niekoniecznie podziwiamy i odgrywamy kogoś, kim niekoniecznie jesteśmy. Jak zadbamy o nasze wnętrze pod presją życiowego tempa? I gdzie odnajdziemy poczucie stabilizacji w tym ciągle zmieniającym się świecie?

Witamy w nowym tysiącleciu
Jak będzie wyglądało to nowe millenium? Na pewno będzie więcej gadżetów. Zapewne będziemy mieli interaktywne telewizory zajmujące całe ściany, lepsze środki transportu i wygodne ulepszenia, bez których przyszłe pokolenia nie będą w stanie wyobrazić sobie życia. Jak dobrze pójdzie, to znajdziemy lekarstwo na raka, AIDS i wszelkie wady wrodzone. To jedna strona medalu, ale co z drugą?

Nowy wiek może przynieść remedium na niektóre obecne choroby, ale może też sprowadzić nowe problemy medyczne. Przykładowo, możemy zacząć szukać antidotum przeciwko broni bakteriologicznej i biologicznej. Jak świat światem, rozwinięta technologia zawsze oznaczała nowy rodzaj broni, a ta z kolei większą, a nie mniejszą, liczbę wojen. Ta przestroga jest bardzo aktualna, jako że coraz więcej państw znajduje się w posiadaniu broni nuklearnej. Pakty międzynarodowe są zawierane, łamane i znów zawierane, ale broń wciąż jest. Pozostaje tylko pytanie, w kogo jest w danym momencie wycelowana.

Biorąc pod uwagę dotychczasowe doświadczenie, nawet w erze rozwoju techniki ludzie wciąż mogą umierać z głodu (z winy skorumpowanych rządów), popełniać ohydne zbrodnie i padać ofiarą nienawiści rasowej.

Wielu ludzi na całym świecie, wyznających różne ideologie, niecierpliwie wyczekuje wraz z nowym wiekiem urzeczywistnienia się jakiejś utopii. Czy taka nastanie? Nawet pomimo rozwoju techniki społeczeństwo niekoniecznie ulegnie radykalnym przeobrażeniom… ponieważ zwyczajnie ludzie nie zmieniają się tak szybko. Możemy liczyć na to, że ominie nas wojna nuklearna albo biologiczna, załamanie gospodarki lub inna nieznana katastrofa, ale kto może być tego pewien?

Jak znaleźć oparcie
Czy niezależnie od tego, co się stanie na świecie bądź w naszym własnym życiu, mamy dokąd się zwrócić w poszukiwaniu oparcia? Czy potrafimy wyglądać przyszłości z uczuciem nadziei, nie bacząc na życiowe czy ogólnoświatowe okoliczności? Ostatnimi czasy wielu studentów postrzega Boga jako swój punkt oparcia. Świat wokół nas podlega zmianom, ale Bóg pozostaje ten sam. Jest stały, wiarygodny. Mówi: „Czy jest Bóg oprócz mnie? Nie, nie ma innej opoki, nie znam żadnej”(Iz 44:8), „Zaiste Ja, Pan, nie zmieniam się”(Mal 3:6). Bóg zawsze jest obecny. Zawsze można na niego liczyć. On jest „(…)wczoraj i dziś, ten sam i na wieki”(Hbr 13:8).

Heather, świeżo upieczona absolwentka uniwersytetu w Stanford, ujęła to tymi słowami: „Prawdziwa relacja z Bogiem to powalająca na kolana i cudowna, codzienna rzeczywistość. To ‚kosmiczne współtowarzyszenie’, którego nie oddałabym za nic na świecie. Wiem, że jest ktoś, kto mnie dogłębnie zna i kocha tak, że brak mi nawet słów, aby to opisać.”

Steve Sawyer, student chory na hemofilię, próbował jakoś ustabilizować swoje życie, kiedy nagle dowiedział się, że w wyniku błędnej transfuzji krwi zarażono go wirusem HIV. Początkowo pogrążył się w rozpaczy. Obwiniał Boga. A potem zwrócił się do niego po pomoc. Rezultat: ostatnie kilka lat swego życia Steve spędził podróżując po niezliczonej ilości uniwersytetów (znosząc potworny ból) tylko po to,aby opowiadać studentom, jak mogą poznać Boga i doświadczać jego pokoju. Bóg powiedział: „Pokój mój zostawiam wam, pokój mój daję wam; nie tak, jak świat daje, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze i niech się nie lęka. W świecie ucisk mieć będziecie, ale ufajcie; Ja zwyciężyłem świat.” (J 14:27,16:33)

W ślad za Steve’em i inni studenci mogli dowiedzieć się, że niezależnie, co się dzieje w życiu, nie jest to „koniec świata” – bo świat na sobie samym się nie kończy.

Bóg od okopów
Trzeba przyznać, że wielu ludzi czeka, aż coś naprawdę poważnego się wydarzy, zanim zwrócą się do Boga. Pewien ksiądz kapelan, weteran drugiej wojny światowej, zwykł mawiać, że „w okopach nie ma ateistów”. Gdy życie układa się gładko, nie ma potrzeby bożej obecności. Dopiero, gdy zaczyna się walić, zdajemy sobie sprawę, że oto znaleźliśmy się w okopach.
Caryn, studentka z Virginii, tak wyjaśnia swoją drogę do Boga: „Uważałam się za chrześcijankę, bo chodziłam co niedziela do kościoła, ale tak naprawdę nie miałam pojęcia, kim jest Bóg. Mój ostatni rok w liceum nie różnił się zbytnio od trzech poprzednich. Przez większość czasu piłam, ćpałam i usiłowałam wykombinować sobie kogoś, kto by mnie kochał. A w środku powoli umierałam i traciłam kontrolę nad swoim życiem. Ale dopiero w college’u zdałam sobie sprawę, jak bardzo nie chcę już żyć i jak bardzo potrzebna mi jakaś nadzieja. To wtedy zaprosiłam Boga do mojego życia. Pokazał mi, czym jest miłość, bezpieczeństwo, przebaczenie, wsparcie, pocieszenie, akceptacja i powód do życia. On jest moją siłą i gdyby nie on, nie byłoby mnie tu dzisiaj.”

Kto wie, co nas czeka w nowym tysiącleciu? Wielu ludzi może odczuwać „syndrom okopów”. Życie potrafi być walką. Gdy robi się gorąco, często zwracamy się do Boga. I jest to w porządku, gdyż Bóg stale jest obecny i tak się składa, że bardzo zależy Mu na tym, by być zaangażowanym w nasze życie. Mówi: „Ja, jedynie Ja, jestem Panem, a oprócz mnie nie ma wybawiciela.”(Iż 43:11,45:22)

Niewidzialne okopy
Niektórzy, jednakże, zwracają się ku Bogu nawet wtedy, gdy wszystko wydaje się być w jak najlepszym porządku. John, student z Texasu, powiedział o sobie: „Jeszcze zanim zacząłem ostatni rok w college’u, osiągnąłem wszystko to, o czym mówiło się, że daje spełnienie: przewodziłem kilku organizacjom, byłem duszą towarzystwa na przyjęciach, miałem świetne oceny i żadnych problemów z umawianiem się z dziewczynami, które mi się podobały. Wszystko, co można było tam osiągnąć, miałem już za sobą – a mimo to wciąż nie odczuwałem spełnienia. Czegoś brakowało, a ja nie miałem się dokąd zwrócić. Oczywiście, nikt nie podejrzewał u mnie takich odczuć – na zewnątrz nie okazywałem ich.”

Nawet, gdy wszystko wydaje się biec dobrym torem, życie może nagle sprezentować jakiś „okop” – i to wewnętrzny, którego nie widać gołym okiem, ale który przerzyna serce. Becky, studentka z Illinois, tak opisała to zjawisko: „Ile to już razy zdawało ci się, że jeśli tylko zdobędziesz ten ciuch, tego faceta albo wreszcie pójdziesz w jakieś miejsce, to wtedy nareszcie będziesz szczęśliwa i spełniona? A ile razy dorwałaś w końcu tę szmatkę, tego nieszczęśnika i odwiedziłaś tę knajpkę, tylko po to, by odejść z uczuciem jeszcze większej pustki niż na początku?”

Nie trzeba porażki ani tragedii, by odnaleźć to uczucie pustki. Najczęściej jest to wynikiem zwyczajnego braku Boga w naszym życiu. Becky tak mówi o poznawaniu Boga, „Wiele zmian i bitew przetoczyło się przez moje życie od tamtego czasu, ale wszystko, co robię nabiera zupełnie nowej perspektywy, gdyż wiem, że po swojej stronie mam kochającego, wiecznego Boga. Wierzę, że nie ma niczego, czemu razem z Panem nie bylibyśmy w stanie sprostać. A co do spełnienia, którego tak uporczywie szukałam – wreszcie je odnalazłam.”

Mając Boga po swojej stronie, możemy odetchnąć z ulgą. Niezależnie od tego, co zgotuje nam nowe milenium, możemy zawierzyć Panu jako naszej podporze. On czeka, by wkroczyć w nasze życie już wtedy, gdy tylko zwrócimy się ku Niemu i zaczniemy Go szukać.

Budowanie na skale
Czy istnieje coś, na podstawie czego budujesz swoje życie? Możesz w to wierzyć lub nie, ale każdy na czymś je buduje. Wszyscy mamy jakiś „fundament”, coś, w czym pokładamy wiarę i nadzieję. Możemy to być np. my sami: „Wiem, że potrafię uczynić moje życie pasmem sukcesów, jeśli tylko będę się wystarczająco starać.” Może to być styl życia: „Jeśli tylko będę w stanie zarabiać wystarczająco dużo, życie będzie cudowne.” Bywa też, że jest to upływ czasu: „Nowe tysiąclecie odmieni wszystko.”

Bóg ma odmienny punkt widzenia. Mówi, że pokładanie nadziei w nas samych, w innych ludziach lub w czymkolwiek na tym świecie, to wchodzenie na grząski grunt. On chce, abyśmy zamiast tego zaufali jemu. Powiada: „Każdy więc, kto słucha tych słów moich i wykonuje je, będzie przyrównany do męża mądrego, który zbudował swój dom na opoce. I spadł deszcz ulewny, i wezbrały rzeki, i powiały wiatry, i uderzyły na ów dom, ale on nie runął, gdyż był zbudowany na opoce. A każdy, kto słucha tych słów moich, lecz nie wykonuje ich, przyrównany będzie do męża głupiego, który zbudował swój dom na piasku. I spadł ulewny deszcz, i wezbrały rzeki, i powiały wiatry, i uderzyły na ów dom, i runął, a upadek jego był wielki” (Mt 7:24-27)

Mądrze jest móc korzystać z bożej pomocy, nie tylko, gdy spada na nas jakaś katastrofa. Ale jego zamiarem jest, abyśmy prowadzili bardziej obfite życie niezależnie od okoliczności. On pragnie mieć dobroczynny wpływ na każdą jego dziedzinę. Polegając na nim i jego słowach budujemy na skale.

Bezpieczne życie
U niektórych poczucie bezpieczeństwa wypływa z faktu, że są dziećmi milionerów, lub z łatwości, z jaką przychodzi im zdobywanie dobrych ocen. Ale nic nie daje takiego poczucia bezpieczeństwa, jak społeczność ze Stwórcą.

Bóg jest potężny. W przeciwieństwie do nas, On wie, co się zdarzy jutro, za tydzień, za rok czy dziesięć lat. Mówi: „Ja jestem Bogiem i nie ma takiego jak Ja. Ja od początku zwiastowałem to, co będzie.”(Iż 46:9-10) On wie, co się stanie w nowym tysiącleciu. Co ważniejsze, On wie, co się przydarzy w twoim życiu i będzie wtedy z tobą, o ile tylko wcześniej zaprosisz go do swojego życia. Biblia mówi, że On może być: „(…)ucieczką naszą i siłą naszą, pomocą w utrapieniach najpewniejszą”(Ps 46:1) Ale musimy podjąć szczery wysiłek szukania go, gdyż, jak mówi: „A gdy mnie będziecie szukać, znajdziecie mnie. Gdy mnie będziecie szukać całym swoim sercem.” (Jer 29:13)

Nie oznacza to, że tych, którzy poznali Boga, ominą ciężkie, życiowe doświadczenia. Owszem, nie ominą. Jeśli nowe tysiąclecie sprowadzi na nas ataki terrorystyczne, to na pewno jednymi z ofiar będą chrześcijanie. Ale boża obecność niesie z sobą uspokojenie i siłę. Jeden z tych, którzy podążyli za Jezusem, tak to określił: „Zewsząd uciskani, nie jesteśmy jednak pognębieni, zakłopotani, ale nie zrozpaczeni, prześladowani, ale nie opuszczeni, powaleni, ale nie pokonani.”(2 Kor 4:8-9) Rzeczywistość już taka jest, że nie obywa się bez problemów. Z tą różnicą, że będąc w relacji z Panem mamy do nich inne podejście oraz siłę, która nie wypływa z nas samych. Dla niego nie ma problemów nie do rozwiązania. On stoi ponad nimi i nie pozostawia nas własnemu losowi.
Pan troszczy się o nas. Jego potężna moc, której możemy doświadczać, idzie wespół z głęboką miłością. Nowe milenium może być czasem pokoju, jakiego nigdy nie było, ale może też przynieść więcej nienawiści rasowej, przemocy i podziałów. Niezależnie od tego, nie znajdzie się nikt, kto obdarzyłby nas większą miłością albo większą troską. Słowo Boże mówi, że: „Dobry jest Pan, ostoją jest w dniu ucisku. On zna tych, którzy Mu ufają.”(Nah 1:7) „Wszelką troskę swoją złóżcie na Pana, gdyż On ma o was staranie.”(1 P 5:7) „Sprawiedliwy jest Pan na wszystkich drogach swoich i łaskawy we wszystkich dziełach swoich. Bliski jest Pan wszystkim, którzy go wzywają, wszystkim, którzy go wzywają szczerze. Spełnia życzenie tych, którzy się go boją, a wołanie ich słyszy i wybawia ich.”(Ps 145:17-18)

Jezus wypowiedział te słowa pociechy: „Czyż nie sprzedają za grosz dwu wróbli? A jednak ani jeden z nich nie spadnie na ziemię bez woli Ojca waszego. Nawet wasze włosy na głowie wszystkie są policzone. Nie bójcie się; jesteście więcej warci niż wiele wróbli.”(Mt 10:29-31) Jeśli zwrócisz się do Pana, On zatroszczy się o ciebie tak, jak nikt na świecie nie jest w stanie.

Co ma znaczenie?
Tego, co się stanie w nadchodzącym nowym wieku, nie wie nikt. Jeśli przyniesie jeszcze więcej zawirowań, Bóg nas nie opuści. A jeśli okaże się czasem pokoju, i tak wciąż będziemy go potrzebować, gdyż nikt inny nie wypełni naszej wewnętrznej pustki ani nie nada życiu znaczenia.
Co zatem istotnego pozostaje, jeśli już wszystko zostało powiedziane i zrobione? Pozostaje najważniejsze – to, że nie jesteśmy oddzieleni od Boga. A czy go znamy? Czy on nas zna? Czy przypadkiem nie pozbawiliśmy go prawa głosu w kwestii naszego życia? A może jednak pozwoliliśmy mu działać? Dzięki poznaniu go, możemy mieć nadzieję. Dzięki relacji z nim możemy zachowywać spokój nawet w czasie największych burz.

Dlaczego musimy umieścić Pana w centrum naszego życia? Ponieważ nigdzie, poza społecznością z nim, nie ma prawdziwego pokoju ani nadziei. To on jest Bogiem, nie my. To nie on polega na nas – to my musimy polegać na nim. Stworzył nas tak, że niezbędna nam jego obecność. Owszem, możemy próbować układać sobie życie bez niego, ale będzie to próżny wysiłek.

Pan pragnie, abyśmy go szukali, znali i pozwolili mu działać w naszym życiu. I tu pojawia się problem: przecież odebraliśmy mu prawo głosu. Pismo Święte mówi: „Wszyscy jak owce zbłądziliśmy, każdy z nas na własną drogę zboczył.”(Iż 53:6) Każdy z nas usiłował (i przeważnie wciąż usiłuje) ułożyć sobie życie bez niego. I to właśnie Biblia określa słowem „grzech”.
Wspomniana wcześniej Heather tak wypowiada się o grzechu; „Gdy rozpoczęłam studia w Stanford, nie byłam chrześcijanką. Wydawało mi się wtedy, że świat leży u moich stóp i tylko czeka, aż go zmienię. Uczęszczałam na mityngi polityczne, przemawiałam na temat rasizmu i nierówności społecznej, rzucałam się w wir pracy w ośrodku pomocy społecznej. Wierzyłam, że mam w sobie siłę, aby poważnie odmienić otaczający mnie świat. Byłam wychowawczynią dzieci z rodzin najuboższych; prowadziłam dzienne schronisko dla bezdomnych, zbierałam nawet resztki jedzenia dla tych najbardziej głodnych. A mimo to, im więcej z siebie dawałam, tym bardziej byłam sfrustrowana. Napotykałam na mur biurokracji, obojętności i…grzechu. Myślałam wtedy, że może trzeba się gruntownie zastanowić, czym przesiąknięta jest ludzka natura.

Nie jesteśmy sami
Zmieniające się czasy czy zaawansowana technologia tak naprawdę nie mają wpływu na porządek rzeczy. Czemu? Ponieważ naszym podstawowym problemem jako ludzi jest to, że oddaliliśmy się od Boga. Nasze największe tarapaty nie są natury materialnej, lecz duchowej. Bóg wie o tym i dlatego dał nam wyjście ze stanu oddzielenia. Naszą drogą powrotną do niego uczynił…Jezusa Chrystusa.

Biblia mówi: „Albowiem tak Bóg umiłował świat, że syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto w niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.”(J 3:16) Jezus został ukrzyżowany za nasze grzechy zamiast nas. Umarł, został pochowany, a następnie zmartwychwstał. Poprzez jego ofiarę na krzyżu możemy powrócić do społeczności z Bogiem – „A tym, którzy go przyjęli dał prawo stać się dziećmi bożymi, tym, którzy wierzą w imię jego.” (J 1:12)

To bajecznie proste: Bóg chce mieć z nami doskonałą relację – uczynił więc ją możliwą przez Jezusa. Pozostaje tylko szukać Boga i zaprosić go do naszego życia. Większość ludzi dokonuje tego poprzez modlitwę. Modlitwa jest szczerą rozmową z Bogiem. Nawet teraz możesz zwrócić się do Boga takimi prostymi słowami: „Panie, pragnę cię poznać. Jak dotąd nie dopuszczałem cię do mojego życia, ale teraz chciałbym to zmienić. Pragnę skorzystać z tej możliwości, jaką mi dałeś, aby zniweczyć przepaść, jaka nas do tej pory dzieliła. Przyjmuję ofiarę Jezusa, która oczyszcza mnie z moich przewinień i czyni mnie na powrót niewinnym w twoich oczach. Proszę cię, abyś od tej pory był częścią mojego życia.”

Czy szczerze zaprosiłeś Boga do swojego życia? Pewność co do tego macie wyłącznie ty i on. Jeśli tak, to wiele przed tobą. Bóg obiecuje ci więcej zadowolenia z życia dzięki relacji z nim (J 10:10). Obiecuje zamieszkać u ciebie(J 14:23) i daje ci życie wieczne.(1 J 5:11-13)

Melissa, studentka z Nowej Anglii, tak mówi o Bogu: „Moja matka rozwiodła się z ojcem, gdy byłam bardzo mała i nie docierało do mnie, co tak naprawdę się stało. Wiedziałam tylko tyle, że tatuś nie wraca już do domu. Któregoś dnia, będąc w odwiedzinach u babci, powiedziałam jej, że nie rozumiem, dlaczego mój tatuś tak mnie zranił, a potem gdzieś zniknął. A ona przytuliła mnie i powiedziała, że jest ktoś, kto nigdy mnie nie zostawi, i że tym kimś jest Jezus. Zacytowała mi list do Hebrajczyków 13:5 i psalm 68:5, które mówią: „Nie porzucę cię ani cię nie opuszczę” oraz „On będzie ojcem sierot”. Niesłychanie się ucieszyłam, słysząc, że Bóg chce być moim ojcem.”

Niezależnie od tego, co się wydarzy w świecie, Bóg zawsze będzie skłonny ci pomóc. Cokolwiek nie przyniosłoby nowe tysiąclecie, on może być ci oparciem.

Copyright © Every Student’s Choice