Ból, żal, rozczarowania…

Skosztujcie i zobaczcie, że dobry jest Pan:
Błogosławiony człowiek, który u niego szuka schronienia!

Psalm 34;9.

Żyłam tak jak większość moich znajomych trzymając się religijnych obrzędów i przykazań. Kiedy wyszłam za mąż zaczął się dla mnie trudny egzamin mojej wiary. Urodziłam córeczkę Agnieszkę. Gdy miała 3.5 roku zachorowała na białaczkę. Zmarła gdy miała 7 lat. Potężny wstrząs i okropne cierpienie dla kochającej matki patrzącej na swoje chorujące, a następnie umierające dziecko. Po niedługim czasie byłam w ciąży i tu kolejny wstrząs urodziłam zdrowe dziecko. Zmarło w trzecim tygodniu życia na zapalenie płuc. Zaczęły się problemy z moim zdrowiem. Moje serce coraz częściej atakowały częstoskurcze.

Moje serce coraz częściej atakowały częstoskurcze.

Mój mąż zaczął nadużywać alkoholu. Obraziłam się na Boga po śmierci dziewczynek, czułam wielki żal. Nie mogłam znaleźć żadnego pocieszenia i zrozumieć dlaczego Bóg do tego dopuścił nie udzieliwszy mi pomocy i nie uzdrowił dziewczynek. Przestałam się modlić i chodzić na msze. Urodziłam jeszcze troje dzieci. Kłopoty z sercem się pogłębiały. Mąż pił i nie wspierał mnie w wychowaniu dzieci. Cały dom był na mojej głowie. Byłam już tak umęczona, że nie dawałam sobie rady wtedy pojawiła się wcześniej poznana w Spółdzielni Ogrodniczej Danusia Sąsiadek zaprosiła mnie na nabożeństwo do swojego kościoła. Nigdy wcześniej nie widziałam tak żarliwie modlących się ludzi. Przepłakałam całe nabożeństwo. Dane mi było zrozumieć, że to jest wspólnota wierzących w której jest dobre miejsce do pogłębiania mojej wiary. Nie było to takie proste bo nasze drogi się rozeszły. Pomimo, że pragnęłam tam chodzić to zawsze coś stawało na przeszkodzie.

Nigdy wcześniej nie widziałam tak żarliwie modlących się ludzi.

Był maj 1996 roku moje zdrowie, życie, małżeństwo było w rozsypce. Po upływie 4 lat w nowej pracy pojawiła się tylko na zastępstwo inna kobieta z tego kościoła. Poprzez obecność tej kobiety Bóg zaingerował i na nowo rozpaliło się dla Niego moje serce. Zaczęłam regularnie czytać Pismo Święte. Boże Słowo mnie pocieszało i uczyło. Z każdym dniem stawałam się coraz silniejsza. Przechodziłam kolejne życiowe doświadczenia i próby ale było już łatwiej bo miałam już osoby, które mnie wspierały ale przede wszystkim posilał mnie sam Bóg. Po pół roku zawarłam z Nim przymierze poprzez chrzest w wodzie.

Boże Słowo mnie pocieszało i uczyło.

Mając 46 lat urodziłam jeszcze syna. Mąż wtedy zachorował na raka płuc. W tej chorobie zobaczył swoją bezsilność pojednał się z Bogiem został ochrzczony. Przeprosił mnie i dzieci za wszystkie wyrządzane nam krzywdy. 20 października 2006 roku zmarł. Po śmierci męża poszłam na zabieg ablacji serca i już więcej nie cierpię na częstoskurcze serca jakie dręczyły mnie przez wiele lat. Po badaniach w 2010 roku okazało się, że mam – oponiaka w głowie. I przez to doświadczenie przeprowadził mnie zwycięsko mój Pan Jezus jestem zdrowa. Moim pragnieniem jest trwać przy Nim do końca moich dni świadcząc napotkanym ludziom o tym, że Jezus jest uzdrowieniem naszych zranień, życiowych problemów. Tylko On całkowicie uwalnia od zniewoleń i depresji.

I przez to doświadczenie przeprowadził mnie zwycięsko mój Pan Jezus jestem zdrowa.

(Historia Haliny Kucner-Ćwiek z książki „Szczęściarz urodzony w PRL-u”)

——
Zamów nieodpłatny egzemplarz Księgi życia Ewangelia Jana.

Zachęcamy do udziału w nieodpłatnym Studium Biblijnym.

Może chcesz się spotkać i porozmawiać o swojej relacji z Jezusem Chrystusem.