Bóg i cierpienie – opowieść z pierwszej ręki

Jako studentka drugiego roku w college’u, zostałam sparaliżowana od szyi w dół, w wypadku przy nurkowaniu. W ułamku sekundy moje życie zmieniło się na zawsze. Z niezwykle aktywnej studentki college’u stałam się kimś, kto już nigdy więcej nie będzie mógł robić rzeczy, które tak kochałam: biegać, tańczyć, grać na pianinie i gitarze. Planowałam być misjonarką i służyć Bogu moim życiem. Jak to mogło się mi przytrafić?

Często leżałam w moim łóżku i płakałam. Płakałam, ponieważ byłam uwięziona w moim ciele, którego już nie mogłam kontrolować. Płakałam, ponieważ byłam wyobcowana od przyjaciół, płakałam, ponieważ lekarze powinni być w stanie mnie wyleczyć. Czasami byłam zła, kiedy niektórzy doktorzy wydawali się bardzo przejęci moją sytuacją, czasami bardzo zawstydzona, kiedy gapili się na mnie inni studenci, kiedy wyjeżdżałam na korytarz na moim wózku inwalidzkim.
Przeczytałam w Biblii, iż Bóg mówi, że kiedy raz poznamy Go, On nas nigdy nie zostawi. Pomimo, że byłam w desperacji, wiedziałam, że jest nadzieja, ponieważ Bóg kocha mnie i wciąż ma cel i plan dla mojego życia. Miałam wybór, wierzyć w to i pozwolić, by był ze mną w tym, co przechodzę, albo być zgorzkniała i zła na Niego. Zdecydowałam się iść za Nim, pomimo że moje uczucia w tym czasie niekoniecznie się z tym zgadzały.

Często, kiedy przytrafiają nam się złe rzeczy, jesteśmy kuszeni, by wątpić w to, że Bóg nas kocha: „Boże, jeślibyś mnie kochał, nigdy byś nie dopuścił, żebym aż tak cierpiał”. Ja nauczyłam się, że nie możemy pozwolić, żeby nasza obecna sytuacja determinowała Bożą miłość do nas. „W tym objawiła się miłość Boga do nas, iż Syna swego jednorodzonego posłał Bóg na świat, abyśmy przezeń żyli”. To jest jedyna rzecz, na którą musimy patrzeć, żeby określać Bożą miłość. Nie nasze błogosławieństwa lub ich brak.
Nauczyłam się, że miłość nie oznacza braku bólu i problemów. Bóg często używa tego, by pomóc nam wzrastać i dojrzewać. Życie było i zawsze będzie trudne. Natura życia jest mieszanką dobra i zła. Im dłużej żyję, radząc sobie z cierpieniem, tym bardziej uczę się to akceptować.
Bóg również daje dam wolność do tego, by płakać. Ukrywanie naszych uczuć to jakby zakorkowanie bólu, który w końcu uwolni się samoistnie, prawdopodobnie w destrukcyjny sposób. Kiedy cierpimy, potrzebujemy czasu, by poradzić sobie ze stratą lub kryzysem, wydobyć nasz smutek w poprawny sposób. Nie potrzebujemy budować barykady, szczególnie przed Bogiem. On nas stworzył i dokładnie wie, jak my się czujemy. Ja wciąż zanoszę moje pytania i uczucia przed Boga w moich modlitwach, oraz przed moich przyjaciół, kiedy potrzebuję porozmawiać z kimś fizycznie namacalnym.

Bóg obiecuje nam nadzieję na przyszłość. Im dłużej żyję z powikłaniami uszkodzenia rdzenia kręgowego, tym bardziej wyczekuję dnia, kiedy będę znów chodziła w niebie. On stworzył dla nas miejsce, gdzie nie będzie więcej płaczu, bólu, choroby czy śmierci.

Dziś nie jestem zgorzkniała ze względu na okoliczności mojego życia. Widziałam Bożą dobroć, stałam się silniejszą osobą i wolę raczej być na wózku inwalidzkim i znać Boga, niż być profesjonalnym sportowcem i spędzić wieczność z dala od Niego.

Stacy James